"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 34    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli Za szybkie amaretto

24.11.2007

 

Cappuccino. Spienione mlekiem, jest trochę lżejsze na podniebieniu niż sprawiedliwa „mała czarna”. Jeśli w sobotę wszystko jest wokół mniej ciasne, a nawet zapięte tylko do połowy, to cappuccino wygrywa z espresso. To oczywiste. Takie są chyba sprawiedliwe wyroki smaku. W dodatku ostatnie plakatowe emocje opadły, a w Warszawie zrobiło się nieco bardziej niebiesko i zielono, zdecydowanie mniej szaro i brunatnie, stąd lekkie - i mleczne - cappuccino jest jak najbardziej na czasie.

W naszym polskim listopadzie boże wyroki zapadły i przestrzeń wypełniło ustawowe zimno. Dokuczliwy kalendarzowy chłód, właściwie nieproszony, uprzykrza spacery i staromiejskie peregrynacje – uprzykrza wszystkim tym , którzy małego ducha. Należy jednak pamiętać, że listopad ze śniegiem nie podlega reklamacji. W Oświęcimiu nawet nam się należy, za nieustające igrzyska absurdu.

Ale zimno można oszukać. W ulubionym „Ristorante”, w ciepłej przestrzeni przy św. Józefie, który nadal wiedzie architektoniczny prym na zimnoszarym Podgórzu, można natrętnej krakowskiej fałszywej zimie, zadać pierwszy cios. Nieoryginalnie, w przebłysku cieplejszego myślenia, po kilometrach od Siennej do Limanowskiego, powinno paść na cappuccino. Absolutnie rytualnie. Dla odczynienia właściwych czarów. Cappuccino jak zaklęcie skierowane do kelnerki ma rzucić następny pozytywny czar, na mało jasną magię Krakowskiego Listopada. Co jednak, gdy kelnerka z czerwonymi demonicznymi paznokciami, może nawet Małgorzata, wracająca może od profesora Wolanda, obwieszcza złowrogo, gdy Azazel za oknem szyderczo puszcza złośliwe oko, że maszyna do spieniania mleka „siadła”? Znaczy to tyle niestety, że z arsenału kawiarnianych zaklęć odpada cappuccino. Mimo to walka trwa. Magia zimnego z magią ciepłego toczy się w mgnieniu oka. Wobec czerwonych, demonicznych paznokci, wobec szyderczego śmiechu i pląsów dachowca pod oknami restauracji, zarzucam kawę amaretto. Likier amaretto połączony z ciepłym ciemnym ekstraktem. Ot właściwa moc jasnej magii.

Niestety amaretto oprócz wszystkich swoich walorów smakowych i energetycznych ma jedną dość zasadniczą wadę. Jest za szybkie. Zdecydowanie za szybkie. Każda jego ilość jest mała. Wypija się je dzięki smakowym walorom i odpowiedniej kompozycji bitej śmietany, sproszkowanego kakao i ukrytego na głębokościach szklanki - likieru amaretto – błyskawicznie. Tego amaretto więc nie starcza nawet na kilka zdań nowej książki. Obok ładnie wyrzeźbionej szklanki, Paul Johnson zalegający stronami swojego „Odzyskania wolności” nie nadąża rozlać się błyskotliwą historyczną refleksją w myślach, które uciekają wraz ze znikającym amaretto. Ale ciepło wraca, tego ubrania znów mniej i luzu więcej.

Telefonów nie odbieram. Obok fotograficzny aparat, którego nie jest w stanie zwyciężyć nawet profesor. W tej rzeczywistości, która tak ładnie cyfrowo odmalowana jest gotycką bryłą św. Józefa, nie ma miejsca na czarną magię Wolanda. Nawet jeśli snuje się za mną od rogatek Oświęcimia, gdzie mieszka w nowonarodzonym kopcu, w zakamarkach kręgielni, która ma stać się miejscem obywatelskiej radość i ludycznego dostatku, jego magia na Podgórzu nie działa. W tej cyfrowej rzeczywistości, której siła rośnie smakiem amaretto Woland traci moc swojej filozofii. Kontraktowy październik i listopad w Oświęcimiu lepiej nadaje się do tego by w „Magistrackich i Powiatowych Prudach” krzepić Fatum.

W „Ristorante” w towarzystwie św. Józefa i jego gotyckich wieżyc chce się być luźno ubranym, w luźne myśli, chce sie dostrzec „zaczarowanego dorożkarza”, który na pewno z pięknego Rynku Głównego zajeżdża na uciechę także tu na Podgórze.

W sprawie jednak kokardek. Powiem wprost i banalnie, że najogólniej nie lubię. Przypinanych, prasowanych. A w jedzeniu? Kokardkowy makaron, zrobiony na aldente? Prędzej. Jeśli jeszcze kokardki naznaczone frywolną nazwą, gdzieś od staropolskich farałek – to dlaczego nie... W menu pięknie napisane – Farfalle. Facecje, farfałki. Wodząc palcem po literach zmyślnie i melodycznie zapisanych w menu potrawy, za oknem restauracji zobaczyłem zadowolonego Colas Breugnon., który razem z Rollandem zamierzali też wpaść na moje włoskie kokardki. A w opisie „włoszczyzny” - że parmezan, że kurczak grilowany i że szpinak, zielony jak PSL.

Farfalle zamówiłem dla siebie, Rollanda i Colas Breugnon. Św. Józef pobłogosławił niestaropolskie jedzenie. Paul Johnson oznajmił nam w cichych wersach , że „człowiek jest najbardziej niezmordowanie aktywny ze wszystkich stworzeń. Odczuwa przymus nie tylko działania, ale także robienia czegoś nowego”. Ja dodałbym – że jeśli jest blisko władzy to odczuwa coraz mniej.

Farfalle doniesiono po długich minutach i zobaczyłem znany mi już kosmiczny, biały dysk, z którego unosił się zapach. Z ostatnich doświadczeń w „Ristorante” wiedziałem, że optyczne „mało”, w czasie jedzenia zamienia się w głębokie dużo i syto. Parmezan, sypki z każdą chwilą popadający w zieloną lepkość ze szpinakiem, znakomicie smakował między kokardki zrobione w aldente. Lekko słono. Owo słone poddawało się wspaniale smakowi zgrilowanego kurczaka, który im bliżej dna tego zaczarowanego dysku, występował z większą częstotliwością. Mineralna z cytrynką, niesłodka i nie kwaśna, uwalniała co chwilkę od smaku łagodnego szpinaku i makaronu, by przy następnym razie znów czuć intensywny smak sera zmieszanego z białym mięsem i „trawą” budzącą u milusińskich strach i niechęć do zielonego. Pewnie też awersja do zielonego zostaje nam do dorosłości, kiedy to za zielonymi koniczynami, skrywają się tępe i wyrachowane "uśmiechy".

Między włoskie kokardki, w parmezanie i szpinaku, kurczak w całkiem ciekawym anturażu, jest jak opowieść Colas Breugnon – frywolny, pełen rabelaisowskiego humoru.

Farfalle było znakomite, ale amaretto zdecydowanie za szybkie...smakowało mi...



Jacek Polak

   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas