"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 34    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli Armani, Boss, Ferrari i medaliony

22.03.2008

 

Kto, pytam, dzisiaj je kluski na parze? Dobrze ciepłe i niespotykanie kształtne? Pospolite w smaku? W słonym sosie grzybowym, albo waniliowym? Przykładowo - takie z baru? Albo u babci, z doskoku przy szybkiej wizycie? Z marmoladą, może nawet dżemem domowej roboty? Słodkie? W popularnym barze na rogu - trzy, albo może nawet cztery? Na talerzu ze znaczkiem PSS? Z niebieskim znaczkiem z nitką wokół? A pyzy ziemniaczane? Ulepione w kulkę z dziurką, starte ziemniaki z dodatkami? Ze skwarkami, z zarumienionym boczkiem? Polane tłuszczem?

Wypełza uporczywe pytanie gdzieś z wygalantowanej świadomości. Mimowolnie. Bez zapotrzebowania na refleksję. Czy wypada tak jeść? Zamówić u kelnera pyzy, albo kluski śląskie? Przecież nasz europejski i NATOwski status, przecież oscypki. Oscypki są już europejskie. Zatwierdzone w Unii, że do jedzenia, ale też, że oryginalnie polskie. Mając więc coś oryginalnie swojego w europejskich „kulinariach”, mamy już także zmyślne telefony komórkowe, pendrive'y, bezprzewodowy internet i satelitarną nawigację w samochodach. A co krok rondo i wizje targowej prosperity. Lada moment amerykańskie rakiety z kosmiczną technologią będą w polskich silosach atomowych oglądane przez rosyjskich fachowców. A my kluski na parze? Pyzy? Bezczelnie proste, wyciągnięte gdzieś zmurszałą pamięcią z garnka Dulskiej, albo upodobaniem dobrej literatury z niedomytego talerza dzielnego wojaka Szwejka?

Kiedy zamieniliśmy już Syrenki, Maluchy, Trabanty, Wartburgi i Zaporożce - na Ople, Mercedesy i kiedy używamy już zapachów Giorgio Armaniego, Hugo Bossa, Christiana Diora, Coco Chanel, kiedy w domu na „wypasionym” domowym kinie oglądniemy kolejny raz „Czterech Pancernych”, „Klossa” i „Kochaj albo rzuć”, kluska na talerzu wygląda mało okazale. Co więc mamy zrobić z kluską śląską, z ziemniaczaną kulką opatrzoną w dobitnie pachnący kawałek wędzonego boczku? Jak ją przemycić do tygodniowej kulinarnej rozkładówki? Kluskę zamienić na coś pokaźniejszego?

W sprawie obywatelskiej, w ulubionej restauracji, gdzie z drogi i przed drogą siadam często do talerza. Z nim. Do wspólnego oburzenia obywatelskiego. Do rozmowy. Do ważkich zdań i tematów pyzy i kluski - przywołane refleksją, a zalegające w karcie dań, nie nadały się. Powaga sprawy wymagała odpowiedniej wagi zamówienia. Obywatelskim więc podkładem do rozmowy o społecznych sprawach - były medaliony. Wieprzowe – i w dodatku panierowane. Ale w grzankach panierowane. Zmyślnie tak. Zażyczyłem do nich zestaw surówek, ale też opiekane ziemniaczane talarki, które własnym pomysłem wpuściłem w koniugację z zasmażaną, staropolską kapuchą. Kelner ze zrozumieniem pomknął w kuchenną czeluść, a u nas było zaraz o gimnazjum, o dzieciach zdolnych i tych, które z lepszymi w jednej ławce chciałyby siadać. Było, że polityka szkołę zabija. Że bewstyd ubrany jest ornat pobożności i sprawiedliwości. Że budować trudno, a burzyć – chwilka tylko. Kawa przed medalionami, a może raczej jednym sporym medalionem. Ze śmietaną. Z ekspresu, mała czarna, która magicznie zawsze uruchamia potok zdań, przemyśleń. Nie mogła być „śląska” i „na parze” - kluska - dobrym podkładem pod tę obywatelską refleksję. Zaś wieprzowina, wypanierowana – oczywiście.

Duży stół pomieścił spore talerze, kiedy ich kilka z różnościami. Osobno na talerzach surówki, osobno smaczna i pachnąca zasmażana kapusta. Krucha i soczysta wieprzowina, w pysznym kołnierzu grzanek, odjęła emocje i pierwsze dosadności zdjęła z ust. Wolna od zbyt dużej ilości tłuszczu i soli, oddawała swój dobrze wymacerowany smak wzięty chyba z oleju i ziół, gdzie nabierała swojego szlachetnego waloru. Czym w takim daniu jest zasmażona kapusta i opieczony ziemniak trudno pisać i mówić. Jest jak czerwony lakier Ferrari i zielony kolor Jaguara. Gorąca kapusta zasmażana, parująca zapachem kminku nie pozwalała zbyt długo się emocjonować. Pieczone ziemniaki nadawały rozmowie właściwego dystansu. Medaliony zaś całkiem odbierały polemice temperaturę, co sprawiało, że kontrowersja okazała się nietrwała, a wieprzowina w odpowiednim smaku katalizowała zbieżne wnioski, że szkoła, że pozytywny snobizm, że wysoki poziom, że wartość dodana do przestrzeni społecznej. Na koniec, kiedy medalionami poczyniony był pierwszy krok w stronę nieumiaru i łapczywości, karty dań z pomocą przyszły oferując jeszcze jakaś słodycz, która pogrążyła mączne sentymenty. Pyza i kluska zostanie na okoliczność szybkiej wizyty u babci. Medaliony stanowić będą o społecznym kompromisie. Jeśli jeszcze panierowane i z zasmażaną to niebawem mercedesy i peugeoty przestaną robić na nas jakiekolwiek wrażenie... smakowało mi.



Jacek Polak

   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas