"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 34    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli Poko al diavolo, wyczytane po omacku ...

03.09.2004

 

Zdecydowanie za zimno jak na tę porę roku. Pomżyło i chmury odebrały urok wtorkowemu popołudniu. Jak to poprawić? Zrobić coś lepiej niż natura wymyśliła..?
To akurat wcale nie takie trudne. Smaczne jedzenie w dobrym miejscu i sok porzeczkowy. Nieco tylko cierpki.

Jakby wzrok słabszy, bo natężam się i ledwie mi coś majaczy. Przede mną tylko sok. Z czarnej porzeczki, a w karcie widzę niewiele. Stoi nade mną dziewczyna, kelnerka, i pytam ją - czy ja mam słabszy wzrok? Nie, słabe światło - z uśmiechem mówi. Uśmiech troszkę rozjaśnił zawartość karty. Poprosiłem o wyczytanie mi z włoska tego co miałem pod palcem - Poko al diavolo.

Nie spotkaliśmy się w śpiewnym włoskim języku, ale pierś z kurczaka w pikantnym sosie zabrzmiała już bardziej swojsko. Tu oboje z kelnerką szybko nawiązaliśmy zrozumiały dialog.

Odczekane. Szeroki talerz staje przede mną i ma być pikantnie. Zerkam sobie po kompozycji. Moja babcia zawsze mawiała, że oczy mają jeść. Sprawdzam więc, co z oczami. Bo wcześniej jakoś z tym czytaniem kiepsko się sprawiły.

Czuję, że oczy jedzą. No to znaczy, że jest dobrze. Po celebrze optycznej czas na organoleptykę. Przez podniebienie przeleciał dreszcz ciekawości.

Ten na przeciwko nabił głowę jeszcze bardziej skomplikowanym zamówieniem. Riso con carne di porco. Oczywiście wiedząc, że porco to świnia już miałem rozeznanie , że z riso - czyli z ryżem ta świnia, no i w toskańskim sosie. Cisza absolutna. Dwóch głodnych facetów i porzeczkowy sok. On banalnie - cola. No cóż.

Moja pierś dobra. Nie sucha, lekko obsmażona. Sos był jak język teściowej - pikantny, rzekłbym , bardzo ostry. Ale nie mojej teściowej, na szczęście. Tylko mojej koleżanki. Z kurczaka pierś z oliwkami i pomidor faszerowany do tego, z czupryną czegoś zielonego przemieszanego z białym i bardzo ostrym. Ostrość jednak - powiem Wam zupełnie innej intensywności niż " język teściowej". Wziąłem frytki - beznadziejnie przepadliście - a oryginalnie ma być, że z ryżem, jak u sąsiada.

Smakowało mi. I nadal nie dociera do mnie, że jadłem w Oświęcimiu, na wylocie prawie. Blisko benzynowej stacji i pasa zieleni, po którym kiedyś jeździła kolejka szynowa. Naturalnie, że po szynach. Zapomniałem - wszystko na zielonej sałacie - komponowało się słusznie!

A ten z naprzeciwka. Sąsiad. Dał mi spróbować tej świnki w sosie toskańskim. Zupełnie smaczna, choć on powybrzydzał, no ale kto wie jaki jest ten jego gust...niech sam napisze. Ten - to Andrzej, a ja to ja, Jacek.

I jedliśmy sobie "włoszczyznę". I w Oświęcimiu. Na wylocie, poco al divalo - poco to może kurczak, bo chyba nie pierś... Poprawiajcie sobie nastrój jedzeniem - w Oświęcimiu także... da się...

Jacek Polak
   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas