"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 33    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli odrobina Irlandii na codzień

27.10.2004

 

Nie wiem, czy dobrze trafiłem, bo w rubryce jak dotąd opisuje się potrawy lub ogólne wrażenie jakie wywierają na nas miejsca ich smakowania, najczęściej w naszym kraju restauracjami zwane. Ja zaś chciałem słów kilka powiedzieć nie tyle na temat jadła samego czy gładkości ludzi je podających, lecz o napitku. Rzecz jasna nie mam na myśli napojów o tak mało skomplikowanym składzie chemicznym jak kawa czy herbata lub tym bardziej, za przeproszeniem, coca - cola. Chodzi mi bowiem o napój, który towarzyszy człowiekowi od tysiącleci i który, choć ewoluował pod wieloma względami, to jednej cechy nie zmienił: trzyma się go, czyli człowieka, prawie tak mocno jak rzep psiego ogona. A człek na tej znajomości może wiele skorzystać. Pod warunkiem rzecz jasna, że umie pokazać, kto w tym tandemie rządzi. Jeśli jeszcze ktoś nie wie o czym mowa, to stwierdzam wprost: chodzi mi o piwo.

Piwa i to wszelakiego ci w Polsce współczesnej dostatek. Tak przynajmniej można mniemać, gdy człek wejdzie do sklepu lub miejsca wyszynku. Ja jednak utwierdzam się w przekonaniu, że choć etykiet piw produkowanych w naszym kraju jest całe mnóstwo, to coraz częściej pijemy to samo piwo, które jedynie inaczej się nazywa.

Na szczęście są od tego zjawiska odstępstwa. Co więcej, odstępstwa te są dostępne w naszym (nomen omen) kasztelańskim grodzie, u zbiegu Soły i Wisły położonym.

Ostatnimi czasy spotkałem dwa takowe. Obydwa noszą fragmenty Irlandii w nazwie - jedno nazywa się Corck, drugie Dublin. Obydwa są ciemne i nie kosztują za wiele. Obydwa są dostępne w tym samym (i tylko tym, jak dotąd przynajmniej) miejscu: w małym barze przy ulicy Nojego, prawie vis a vis dużego sklepu spożywczego (nazwy baru nie podaję, zakładając, że trochę intelektualnego wysiłku dobrze wpłynie na apetyt). Jednak na tym podobieństwa się kończą.

Corck jest piwem z górnej strefy piw pełnych (13,8 % ekstraktu) i nie takim znowu słabym (6,8 % alkoholu). Mocy może nie czuć od razu, jednak daje się poznać już przy drugim, małym kuflu, tak więc uwaga (tutaj można skonstatować, że spożywanie tego i nie tylko tego piwa zmusza człeka do bycia roztropnym, a toć przecież wspaniała cecha). Jest przedstawicielem typowego dla Irlandii gatunku piwa stout (piwo ciemne tak zwanej górnej fermentacji). Ma słodkawy posmak i choć po trosze przypomina dobrego, polskiego portera, to jest od tego ostatniego zdecydowanie delikatniejsze.

Inaczej rzecz ujmując Corck bliski jest ideału mężczyzny: silny i delikatny zarazem, a pić go powinni jedynie roztropni. Inni mogą się delikatnością mocno zdziwić, co już sygnalizowałem.

Dublin zaś to gatunek zdecydowanie lżejszy (11,5 % ekstraktu) i mniej zasobny w etanol (5,0 % - taka norma w tej części globu). Jednak warto butelkę otworzyć i posmakować zawartości, bo gdy się go pije, odnaleźć w nim można coś z zapachu dymu z ogniska, smak i aromat wędzonej śliwki. Piwo w sam raz na ciepły, słoneczny, wrześniowy wieczór. A i w wieczory pozostałych jedenastu miesięcy też powinno niezgorzej smakować. No i nie jest tak niebezpieczne. Na podstawie skojarzeń wywołanych smakiem można rzec, że nosi w sobie jakieś akcenty spokoju, żeby nie powiedzieć senności. I pić je mogą ci zdecydowanie mniej roztropni.

Reasumując. Kolor piw wprawdzie ciemny, lecz wrażenia jak najbardziej jasne. Marki i producenci nie reklamowane w telewizji, lecz doznania smakowe z nawiązką rekompensują te chwile niepewności, jakie towarzyszą każdemu eksperymentowi (zwłaszcza, kiedy eksperymentujemy na sobie samym). No i po zakupach portfel nie specjalnie traci na wartości.

W górę kufle Corckiem lub Dublinem napełnione!!

Piotr Hertig
   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas