"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 34    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli koźlak.

08.01.2005

 

O jednym takim koźlaku. Tym razem z Kaszub, a nie z Pacanowa ...

Tak się złożyło, że kolejne, opisywane przeze mnie piwo, pod pewnymi względami jest podobne do dwóch pierwszych.

Przede wszystkim jest na tyle dobre, żeby nie powiedzieć więcej, że warte kilku akapitów tekstu. Może wręcz zasługuje na sonet? Ponadto, podobnie do Corka czy Dublina, jest typem piwa właściwego innym nacjom, jednak produkowanym w Polsce. Z wolna zaczyna nam się tworzyć coś na kształt piwnej peregrynacji po Europie, bez konieczności opuszczania Polski. Smacznej i taniej peregrynacji.

Koźlak. W moich uszach słowo to od razu zabrzmiało zachęcająco, wręcz ciepło. Wywołało miłe, a nawet żartobliwe skojarzenia. Nasunęło na myśl kogoś skłonnego do swawoli, krotochwil. Sowizdrzała lub franta można by rzec. Jak się później okazało, skojarzenia były jak najbardziej trafne. Napis na butelce informował, że zawartość stanowi ciężkie (15,1% ekstraktu), mocne (7,8% alkoholu), piwo typu bock - gatunek warzony w Niemczech, najczęściej w Bawarii. Wszak z takim trunkiem, o takiej nazwie, zdecydowanie łatwiej o przednie igrce. Nawet bez udziału gładkich białogłów.

Bock można przetłumaczyć na polski także jako kozioł. Ale chwała tym, którzy w tym wypadku tego nie uczynili!! Wszak mówimy kozioł, a w domyśle głupiec i uparciuch. A pij tu piwo w kompanii kogoś takiego!!

Kontynuowałem analizę, biorąc pod lupę opakowanie. Prezentowało się tak samo dobrze jak nazwa. Brązowa, słusznej, bo półlitrowej pojemności butelka o smukłym kształcie. Takiej figury nie powstydziłaby się żadna modelka, nawet ta z najlepszych na świecie wybiegów!!

Nie było etykiety, cała treść wydrukowana została bezpośrednio na szkle, co złożyło się na efekt jasno beżowej polichromii z głową kozła jako głównym motywem.

Wszystko to wywarło na mnie takie wrażenie, że nie mogłem postąpić inaczej. Kupiłem butelkę, po powrocie do domu wsadziłem ją do lodówki i niecierpliwie czekałem głównej części konfrontacji. Czy treść dorówna formie?

Kiedy butelka odpowiednio się schłodziła otwarłem ją i przelałem zawartość do kufla o ulubionym kształcie. Pierwszy rzut oka i.... lepiej być nie mogło!!! W naczyniu ujrzałem śliczny, rdzawobrunatnobursztynowoherbaciany płyn. Jego kolor okazał się jeszcze bardziej oryginalny, jeszcze bardziej interesujący niż opakowanie. Aż bałem się próbować, bo w głębi mojego wnętrza kołatał się lęk, że dobra passa musi się kiedyś skończyć. I nastąpi to właśnie wtedy, kiedy wezmę napitek do ust.

Podniosłem kufel i spróbowałem zawartości. Dobra passa na szczęście trwała. Na podniebieniu i języku poczułem wspaniały smak. Nie wiem, czy będę w stanie go oddać. A trudności w jego opisie biorą się właśnie stąd, że jest wspaniały i niepowtarzalny, dorównujący nazwie, opakowaniu i kolorowi. Mimo to spróbuję go jakoś przybliżyć.

Przede wszystkim w żaden sposób nie dało się w nim wyczuć tej ilości ekstraktu, dużej zawartości alkoholu. Smak był łagodny, delikatny. Niósł w sobie nutkę słodyczy, lecz słodyczy subtelnej, jakby miodowej prowieniencji. Za ten odcień smaku najprawdopodobniej był odpowiedzialny słód karmelowy, wymieniony w składzie.

No i jeszcze jedna, zasadnicza cecha smaku tego piwa: wielowarstwowość. Trunek nie miał bowiem jednego smaku, lecz było ich kilka. Te drugoplanowe zaczynały dochodzić do głosu później, już po przełknięciu. Całość była szalenie trudna do uchwycenia, określenia (w dobrym tego słowa znaczeniu). Tak samo trudna, jak barwa.

Powiedzieć, że ta wielowątkowość fantastycznie wzbogaca doznania, to stwierdzić rzecz oczywistą, wypowiedzieć banał. Dlatego w tym miejscu zakończę opis własnych wrażeń, zachęcając do podjęcia samodzielnych prób. Zdecydowanie warto to czynić !!! Z jednym tylko zastrzeżeniem. Otóż poznałem koźlaki warzone przez dwa browary w Polsce. Choć nazwa ta sama, doznania od siebie odstawały i to bardzo. Ten, którego próbowałem przybliżyć powyżej, pochodził z browaru Amber w Kolbudach, leżących na Kaszubach.

Piotr Hertig
   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas