"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 23    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli Co może smakować w czasie burzy?

05.07.2009

 

Oprócz Oświęcimia, kulawej polityki i słupów ogłoszeniowych jest jeszcze deszcz i burza. I grzmoty. Szczególnie w górach. Tam burze są prawdziwe. Solidne – z echem pobudzającym puls i oddech. Jaskrawie pomarańczowe elektryczne żyły na niebie, wprowadzają pierwotny porządek w głowie. Ciągi myśli, łańcuchy natręctw uzyskują właściwy wymiar – znaczy żaden. Kiedy tylko blisko i solidnie zamelduje się łoskot burzy i mroczne otoczenie przetnie porażający błysk wtedy „resetuje” się każdy zestaw problemów.

I co wtedy? Jeśli jest się w Oświęcimiu to nic. Jeśli jest się w górach, w podróży, to można zrobić sobie przerwę na coś smacznego. W pachnącej świeżym drewnem karczmie z werandą można coś do zapachu drewna, do wilgoci i lekkiego chłodu, zamówić. Coś ciepłego i coś zimnego. Albo tylko ciepłe. W górach, w karczmach, pięknie rzeźbionych, ubranych w obrusy, koronki, w smaczny i przyjazny wiejski klimat, zamawia się zapach i sprawiedliwy jak burza – smak. W oknach „zazdroski”, na ścianach kosze z polnym „wiechciem” i koło z uśmierconego drabiniastego wozu. Konieczna szczypta wiejskiego i ludowego kiczu.

W kuchniach karczm dalej siedzą solidne jak górskie nawałnice – potężne gaździny i warzą strawę. Dla gości w podróży. Tak sobie na użytek swojego dobrego samopoczucia imaginuje o górach, burzy i sprawiedliwych recepturach w przydrożnych drewnianych i pachnących karczmach.

W przydrożnych górskich karczmach wycekinione bajecznymi serdakami panny kelnerki śmieją się perłami malinowych uśmiechów i przyjmują żart pąsem na zdrowej górskiej cerze. Solidna misa w rękach karczmianej kelnerki jest jak solidny deszcz podczas solidnej burzy. Z „drewnianych” jadłospisów misa wyziera z pierogami. Żeby więc wszystkie warunki solidnej burzy w solidnej karczmie zostały spełnione, a głowa z podniebieniem skupiły się na gaździnym arcydziele – należało zamówić misę … z pierogami. Pierogi z grzybami i kapustą. Jakby inaczej. Góry i las, a las to grzyby, a wieś to kapusta. No i potem tylko czekanie na werandzie na te błyskawice. Do misy powinna być albo maślanka, albo nawet jakaś żentyca. Kawa – tym razem nie. Do popicia i na oczekiwanie na ten kulinarny błysk coś trzeba było jeszcze domówić. Idiotycznie poprosiłem o sok z grejfruta. Czerwonego. Wiem wiem.. to tak jakby na uroczyste spotkanie w samorządzie ubrać się w dres, albo nawet do garnituru założyć sandały z zielonymi skarpetkami... No ale... ten sok sobie wybaczę bo ponoć obniża poziom złych emocji we krwi.

Prawda, że ogólnie powinna być harbata, czyli coś co jest herbatą do momentu wlania w szklankę albo w kubek 100 g czystego alkoholu. No ale to paliwo dla miejscowych, którzy poruszają się siłą własnych nóg i silnej góralskiej woli. Na poposiłkowe prowadzenie samochodu się nie nadaje.

Misa z pierogami to ładny widok. Kiedy przyniesie ją janosikowa Maryna co to Jakubka się nie bała to już w ogóle jest lepiej niż w filmie. Mocne palce gaździn z pysznego ciasta wylepiają solidne jak grzmot burzy pierogi, kształtne i obfitujące w duża ilość grzyba i kapusty. A jeśli takich pierogów jest 12 – to już właściwie tuzin. Dołóżmy do tego pachnącego, rozpływającego się w ustach tuzina z ciasta, grzybów i kapusty - jeszcze skwarków wędzonego boczku to już wiadomo, dlaczego burze w górach muszą być solidne.

Jadłem powoli. Błyskało się, dudniło, a może nawet łoskotało, deszcz lał. Patrzyłem jak przez pięknie przystrzyżoną, gęstą strzechę deszcz nie próbuje przenikać. Czas, myśli, Oświęcim, kamienie i słupy stopniały w mojej głowie do poziomu należnego absurdu.

W czasie burzy, w górach pierogi w karczmie to solidna strawa. Smakowało mi.

Jacek Polak

   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas