"Niech Bóg błogosławi tego, kto skraca wizyty" (arabskie)
Gości on-line: 19    
 
  23 maja 2017 - wschód: 4:47, zachód: 20:32
  Imieniny obchodzą: Iwona, Michał, Dezyriusz
pokaż wszystkie

Smakowało mi ... czyli Sprawiedliwy ''grzech'' w smaku

02.04.2010

 

Zostawiliśmy serniki. Pyszne. Te, na takich pięknych i rozległych tacach. Rautowych paterach. Owe dystyngowane serniki konstruowały się pluralistycznie w smaczne i demokratyczne kompozycje z makowcami. Piramidy. Nieegipskie - rzekłbym. A na marginesie? Tak. Na marginesie - rzekłbym: odejść od słodkiego bez popełnionego „grzechu nieumiaru” - to dopiero absolutny „grzech”. Ale jaki fajny, z jaką dużą dawką heroizmu – mieć możliwość i nie zjeść - z dużą dawką bezczelnego... heroizmu... rzekłbym. „Grzech”. Zwłaszcza u faceta. Dawno już, zadowolony z każdej kolejnej „popełnionej” ciastkowej zbrodni, zgodziłem się na wyrok, „kobiecy”, że brzydka płeć – po prostu – przejada się słodkościami, dramatycznie wypełniając sens słowa - nieprzyzwoitość. Ale też od dawna dumny jestem z tego, że świat, dzięki męskiemu nieumiarowi, bywa piękny, bajeczny – choćby za sprawą sernika i makowca, na które zawsze po kilku chwilach smakowania - brakuje miejsca – ale tylko na chwilę. Tym razem nie sernik i nie makowiec miały być szeptem smacznej nieprzyzwoitości oczekiwanego wieczoru. Dlatego po przełknięciu ledwie kawałka ciasta i łyku rautowej czarnej „lury” opuściliśmy teatralne foyer. Programowo. Ech, piękny „Słowacki”. Z nagrodą dla amicusa i z pysznym zamysłem spotkania. Butami na spotkanie. Spotkanie w smaku. Ona, Zeb i ja. W dobrym i kojącym smaku i w zapamiętaniu. Absolutnie i popołudniowo wolni. Od natręctw przybywających często z pamięci i z doświadczeń szaroburego Oświęcimia. Z premedytacją – i niemal świątecznie. A nawet bez - „niemal”. W ładnej restauracji krakowskiej. O słodkiej nazwie i domowych zazdroskach.

Miejsce przy oknie. Z widokiem jakimś tam. Za oknem mało istotny ruch, ale światło dzienne przez szybę, miło pełzające po białym, tradycyjnym obrusie. Refleksy rozszczepionego białego światła. Widmo. Przyczynek do łagodnego i smacznego spotkania. Czas zastanowienia przed wyborem z karty dań. Ciężkie okładki menu. Wyobraźnia wystawiona na próbę w lekturze zmyślnych nazw uczciwego i sytego jadła – w milczeniu, tam i z powrotem po kartach obsypanych sepią, namawiających do sprawiedliwego i zasłużonego „grzechu” w smaku.

Oni. Włoskie makarony. Ale też polędwiczki z sosem borowikowym. Ja. Mój wybór - ryba. Szlachetna. Wykwintna. Zamówieniem wprowadzona w towarzystwo opiekanych ziemniaków i zasmażanej kapusty. Ryba delikatnie grillowana. Ale... ale... W „chórze smaków” - obok łososia i opiekanych ziemniaków - znalazły się także cukinia i mango. Także delikatnie grillowane. Zamówienie złożone. I czas oczekiwania rozpłynął się w żartach. Niepolitycznych. W refleksji towarzyskiej „padło” na przegląd domowych zastaw. Rodowych sreber, zapłaconych rozstaniem, emigracją i pracą na wygnaniu – a wszystko ubrane w życzliwe szyderstwo – po polsku. Chwilami tylko przybywał „ony” Pomroczny z politycznej zieleni, upominając się w naszej uwadze - o właściwych tematów - kolejność.

Towarzysko zakrzywiona przestrzeń i czas - do wymiaru stołu, obrusa i żartów, kumulując nasze znakomite samopoczucie, otwarła się dopiero na kelnera i wtedy to łosoś przybył do mnie, wykwintnie potraktowany żarem grilla, na białym talerzu, uwalniając zapach smacznego tłuszczu i różowego, kruchego mięsa. Przez aromat smażonej ryby przebijał się bukiet zapachów ziół i kminku, utopionych w zasmażonej i zamożnej czeluści kapusty. Cukinia i mango bynajmniej nie ustępowały estetycznym wyglądem łososiowi.

Duch konkursowego Amicusa krążył między talerze i dbał o atmosferę święta. Smak ciepłego różowego mięsa, zaklęta w cukinii mgiełka słodkiego i zdecydowana słodkość mango przysparzały przyjemności. Proste słowa stawały się jeszcze bardziej zrozumiałe, a łagodność przebiegająca od podniebienia do żołądka nadawała potrawie dodatkowych walorów. Opiekane ziemniaki jak zwykle – pasowały do kapusty i do ryby, a chrupiąca „skórka” - sama poezja.

Łagodnie grillowany łosoś lekko strawnie wyparł tego wieczoru serniki, makowce i słodką nieprzyzwoitość drzemiącą na męskim podniebieniu. Smakowało mi...

Jacek Polak

   
  Jeżeli smakowało ci coś, a chcesz się z nami tym podzielić napisz do nas