"Lis nie powinien być sędzią na procesie gęsi" (niemieckie)
Gości on-line: 29    
 
  24 września 2017 - wschód: 6:32, zachód: 18:38
  Imieniny obchodzą: Dora, Gerard, Teodor
 

Pochwała różnorodności, czyli jak Salony Kasztelanii otwarto...

Galeria zdjęć 

Andrzejkowy wieczór mógłby być z piwem w roli głównej, w wyścigu po tani, dobry humor kupiony za kilka złotych w nocnym sklepie. Prosty, rubaszny żart w gwarze i nikotynowych oparach rósłby do rozmiarów dokuczliwego plotkowania, a dźwięk dudniących głośników wypełniłby nudę i smętny obraz codzienności, zabiłby resztki pustki w samotnym umyśle "andrzejkowej ofiary". Mętne spojrzenia rozmówców mogłyby się nie spotkać. Skupienie uwagi na wypowiedzi sąsiada okazałoby się trudniejsze, niż zamówienie kolejnego złocistego płynu.

Tak w ostatnich czasach obyczaj andrzejkowy zmienia swój charakter. Zabawa i spotkanie rozgrywa się coraz częściej poza abstrakcją, poza wyobraźnią i ciekawością nowego. Pociąg "pop-konsumpcji" rzadziej staje na peryferiach głównego nurtu radosnego towarzyskiego popasu. Już tylko gdzieś głęboko, w sercach i umysłach nielicznych, kryje się bogactwo i potrzeba prawdziwego spotkania, przy mądrze wypitym alkoholu.

Salon jest dzisiaj pojęciem - częściej tym z  kategorii budowlanych, niż obyczajowych. Stracił w języku swoje tradycyjne znaczenie. W powszechnym rozumieniu słowo salon rzadko bywa kojarzone z miejscem spotkań kulturalnych, towarzyskich. Trudno dostrzega się w nim szansę zdarzeń kreujących nowe jakości w życiu lokalnych elit. Na swoje nieszczęście, używa się go do określania miejsc spotkań biznesowo-koteryjnych, gdzie bardziej liczy się manifestacja siły i tworzenie iluzji obycia, niż najprawdziwsza towarzyska zabawa.

Kondycję oświęcimskiej elity starano się podglądnąć i "zbadać" na spotkaniu nazwanym "Salonem Kasztelanii". 30 listopada, w andrzejkowy wieczór, na spotkanie zorganizowane przez Nasz Portal, dali się zaprosić znamienici goście. Wśród nich byli księża Manfred Daeselers i Jan Nowak, a także Henryk Lehnert, Stanisław Cichoń, Jadwiga i Janusz Toczkowie, Bożena Georgiew, Andrzej Domarzewski, Leszek Szuster, Józef Janeczko, Marek Wojdyło i inni.

Z towarzyszeniem doskonałej muzyki, toczyła się dyskusja na tematy związane ze stanem oświęcimskiej kultury i elit twórczych. Zastanawiano się nad źródłami sukcesów i niepowodzeń w obszarze lokalnych środowisk artystycznych i naukowych. Na płótnie przygotowanym przez kasztelańskiego grafika, Krzysztofa Knurowskiego, wspólnie, symbolicznie, ale zabawowo, wypełniano oświęcimską panoramę. Spotkanie poprowadzili Małgorzata Gwóźdź, Piotr Hertig i Jacek Polak. Obiektywem fotoaparatu spotkanie obserwował Zbigniew Pluta.

Pierwsze reakcje zaproszonych wskazują na to, że pomysł jest dobry i wart kontynuacji, także poza Oświęcimiem.

Przedsięwzięcie przebiegło w dwóch odsłonach. Wstępem całe zajście opatrzył pomysłodawca salonu - Jacek Polak, ubezpieczany bliską obecnością współtwórcy serwisu Kasztelania - Andrzeja Stanka. Cześć pierwsza rozpoczęła się od utworu "Wonderful World" - wykonanego z dużym kunsztem przez Marka Michonia (przy pianinie) i  Marcina Domarzewskiego ("przy głosie"). Dyskusję rozpoczął współgospodarz wieczoru, Piotr Hertig. Wspierała go Małgosia Gwóźdź, stanowiąc dla wygłaszanych przez Piotra i gości tez, swoisty kontrapunkt.

"Wywołany do odpowiedzi" jako pierwszy, ks. Manfred Daeselers, starając się postawić szybką diagnozę, wobec poważnej apatii widocznej w życiu kulturalno - społecznym Oświęcimia, wskazał na prawdopodobny, jaskrawo widoczny niemal - zanik więzi międzyludzkich. Ich braku poszukiwał w strukturze lokalnej społeczności, złożonej przede wszystkim z ludności napływowej. Powiedział, że to czas na budowanie "mostów zaufania".

W dalszej rozmowie podkreślano fakt, że dzisiejsze miasto Oświęcim, to w przewadze miejsce zasiedlenia przybyszów z okolicznych wsi i repatriantów z przedwojennych ziem polskich na wschodzie.

Rozmawiano o skuteczności i odpowiedzialności w kreowaniu zrębów dzisiejszej społecznej komunikacji, wspominano wielkie przedsięwzięcia Oświęcimiaków, wykraczające swoją skalą daleko poza granice miasta Oświęcimia. Dobre czasy "ZDK Oświęcim" przywoływał wspomnieniami pan Stanisław Cichoń - odwołując się także do swoich instruktorskich i organizacyjnych doświadczeń, kiedy pod jego bacznym kierunkiem modelarstwo w Oświęcimiu przyciągało ogromne rzesze młodych pasjonatów-politechników. Przy powściągliwym udziale kolejnych gości salonu, w dyskusji pojawiły się także wypowiedzi kontrowersyjne, bilansujące efektywność i skuteczność oddziaływania lokalnych mediów - prasy i telewizji oraz naszego Portalu. Padło wiele sugestii pod adresem twórców Kasztelanii.

W ogólnym odczuciu uczestników, Spotkanie zaistniało. Ludzie stanęli do rozmowy i zabawy. Było jeszcze dużo łagodnych brzmień w wykonaniu pary wokalno-instrumentalnej.

W rozmowach kuluarowych powszechnie wyrażano akceptację inicjatywy - co może jedynie oznaczać, że stoimy u progu nowego kulturalnego przedsięwzięcia w mieście.

Niektórzy nawet głośno wyartykułowali zgodnie: "wreszcie!"

Następny salon niebawem pewnie.

Jacek Polak

Galeria zdjęć