"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 25    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Za niesienie pomocy więźniom

07.02.2011

 

 

Marek Księżarczyk, wiceprezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu i pasjonat historii KL Auschwitz-Birkenau, zna niemal wszystkie zakątki byłego obozu oraz ciągle poznaje i odkrywa jego nowe tajemnice. Spotyka się z byłymi więźniami, nagrywa ich wspomnienia, organizuje wystawy, szuka sponsorów i upamiętnia różne tragiczne wydarzenia tablicami pamiątkowymi, których odsłonięcie zawsze łączy z okolicznościowymi uroczystościami.

Dla tego oświęcimskiego historyka-amatora dużym przeżyciem było przyznanie jego cioci, Kazimierze Suwale (z domu Sułek), Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Uhonorowana nim została za niesienie pomocy więźniom niemieckiego obozu Auschwitz, którego więźniem był także jej ojciec Bogumił Sułek, oznaczony numerem obozowym 131361.

Kazimiera Suwała znalazła się wśród osób odznaczonych Orderami Odrodzenia Polski przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Uroczystość w warszawskim Belwederze w dniu 1 lutego 2011 r., w której osobiście uczestniczyło 17 z 32 uhonorowanych, odbyła się w związku z obchodami 66. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Niestety, mająca dzisiaj osiemdziesiąt trzy lata Kazimiera Suwała ze względu na stan zdrowia nie mogła w niej osobiście uczestniczyć.

O swoich przeżyciach wojennych i niesieniu pomocy więźniom – kiedy Marek Księżarczyk odwiedził ją po tej uroczystości w jej oświęcimskim mieszkaniu – tak opowiedziała: „Przed wybuchem drugiej wojny światowej oraz w początkowym okresie okupacji mieszkaliśmy w rejonie dworca kolejowego w Oświęcimiu. Naszą sześcioosobową rodzinę utrzymywał nasz ojciec, który z zawodu był malarzem, zajmującym się głównie wykonywaniem fresków w kościołach. Mieszkaliśmy w domu, stanowiącym własność naszej babci, z którego w związku z rozbudową pobliskiego obozu zostaliśmy wysiedleni przez esesmanów wiosną 1941 r. Początkowo zmuszono nas do zamieszkania w Piotrowicach, później potajemnie wróciliśmy z powrotem do Oświęcimia, gdzie mieszkaliśmy u naszej ciotki przy bocznej uliczce Berka Joselewicza.

Podczas okupacji zmarł mój dziadek, który był Czechem i mieszkał w Ostrawie. Kiedy nadszedł telegram zawiadamiający o jego śmierci, wybraliśmy się razem z ojcem na pogrzeb dziadka. Ojciec nie zdążył o tym powiadomić niemieckiego kierownictwa swojego zakładu pracy i sądził, że otrzymany telegram będzie wystarczającym wytłumaczeniem jego nieobecności w pracy. Kiedy jednak po trzech dniach powróciliśmy do Oświęcimia, ojciec został natychmiast aresztowany i umieszczony w KL Auschwitz. Jego osadzenie w obozie nastąpiło pod koniec lipca 1943 r., gdzie esesmani próbowali go nakłonić, jako osobę mającą pochodzenie czeskie i urodzoną w Czechosłowacji, aby podpisał volkslistę. Ojciec potajemnie pisał w grypsach do matki, że on tej listy nie podpisze i prosił także matkę, aby do podpisania volkslisty również nie dała się nakłonić. Ojciec po kilku miesiącach z obozu został w stanie krańcowego wyczerpania zwolniony.

Kiedy nasz ojciec przebywał za drutami KL Auschwitz, jak również i przed jego aresztowaniem, razem z moją młodszą siostrą Janiną, podrzucałyśmy więźniom z narażeniem życia to, co akurat było w domu, trochę chleba, jakiś tłuszcz do chleba czy wędlinę. Nie znałam nazwisk więźniów, z którymi kontaktowałyśmy się. Oprócz potajemnego dostarczania im żywności, odbierałyśmy od nich nielegalne listy, które następnie wysyłałyśmy na wskazane adresy. Kiedy z kolei nadchodziły odpowiedzi, dostarczaliśmy je więźniom. Pamiętam, że pewnego razu dostałam w podzięce od więźniów sweter, z którego bardzo się ucieszyłam.

Stan zdrowia ojca po jego zwolnieniu z obozu był okropny. Widoczna była opuchlizna całego ciała. Gdy ojciec mył się w ciepłej wodzie, to po naciśnięciu palcem ciała, pozostawało wgłębienie. Rzucała się w oczy bladość jego cery. Matka pytała się go, czy podczas pobytu w obozie był bity. Jak dziś pamiętam zachowanie się ojca podczas zadawania mu takich pytań; po prostu milczał. Po zwolnieniu z obozu ojciec na nowo podjął pracę. Niestety, jego organizm był zbyt wyczerpany, gdyż niedługo po zakończeniu wojny zmarł na gruźlicę w marcu 1949 r. W chwili śmierci miał zaledwie 49 lat”.

Podczas rozmowy z ciocią Marek Księżarczyk poinformował ją, co wysłuchała z dużym wzruszeniem, że wśród nazwisk osób, pomagających więźniom, które do tej pory udało się ustalić historykom Muzeum Auschwitz-Birkenau, znajduje się także jej nazwisko. Biogramy tych ludzi zebrał dr Henryk Świebocki w książce „Ludzie dobrej woli”. Publikacja ta dostępna jest w językach polskim i angielskim, jak również przygotowywane jest do druku jej wydanie w języku niemieckim.

Adam Cyra