"Głodnego bajkami nie nakarmisz" (rosyjskie)
Gości on-line: 22    
 
  24 października 2017 - wschód: 7:19, zachód: 17:35
  Imieniny obchodzą: Marta, Marcin, Rafał
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Ludzie Konarskiego - Maria Zachara

31.10.2011

 

 

Dziś chciałbym Państwu przedstawić sylwetkę najstarszej, żyjącej absolwentki Gimnazjum im. Konarskiego z roku 1936 – Marii Hatłas-Zachary. W następnym odcinku swoją historię opowie jej szkolna koleżanka p. Maria Tomasik-Działak.

Maria Zachara z d. Hatłas, urodz. 27.11.1917 r. w Babicach, zam. Bielsko-Biała, rok matury 1936 Prywatne Gimnazjum Koedukacyjne im. S. Konarskiego w Oświęcimiu, studia: Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie – magister praw, aplikacja w Komisji Arbitrażowej w Katowicach (radca prawny), praca: emerytka - tak wspomina tamte lata… Jesteśmy z kol. Marią Działak z d. Tomasik najstarszymi, żyjącymi absolwentkami roku szkolnego 1935/1936 w ówczesnym Prywatnym Gimnazjum Koedukacyjnym im. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu. Między nami jest istotna różnica, koleżanka urodziła się w roku 1919, już w wolnej Polsce, a ja w roku 1917 pod zaborem austriackim i przez to jest dwa lata młodsza a egzamin dojrzałości zdawała – za zezwoleniem władz oświatowych – przed ukończeniem siedemnastego roku życia.

Najszczęśliwszym był okres gimnazjalny. Uświadomiłam to sobie, przejeżdżając przez rondo w Andrychowie im. ks. Józefa Sanaka, naszego wójta klasowego, zasłużonego patrona Solidarności na Podbeskidziu, wieloletniego proboszcza sąsiedniej parafii, odznaczonego honorowym obywatelstwem naszego miasta Bielska-Białej.

W roku bieżącym razem z kol. Tomasik-Działak obchodziłyśmy jubileusz 75-lecia matury. Początkiem kwietnia odwiedziłyśmy szkołę i złożyłyśmy kwiaty pod Ścianą Pamięci na miejscowym cmentarzu parafialnym. Po tylu latach pamiętam jeszcze imiona i nazwiska sympatycznego grona profesorskiego i kolegów, m.in. Danutę Demkow, pierwszego Prezesa Sądu Rejonowego w Nowej Hucie, Jana Sanaka (było dwóch Sanaków Jan i Józef przyp. autora) – moją sympatię szkolną i uniwersytecką, bardzo znanego adwokata we Wrocławiu. Jestem nadal pod wrażeniem miłej atmosfery w szkole, która znakomicie ukształtowała nasze silne charaktery, co umożliwiło nam przetrwanie następnych trudnych lat. Pamiętam niezwykłą „gwiazdkę”, jaką zgotował całej klasie opiekun prof. Ignacy Fik, niezwykły profesor-poeta, obdarowując nas symbolicznymi czekoladkami z załączonym stosownym wierszykiem. Ja otrzymałam scyzoryk z czekolady z wierszykiem – „niech sekretarkę nie boli główka, oto scyzoryk do jej ołówka” (byłam sekretarką szkoły). Kol. Józef Sanak, zmarły w 91 roku życia ks. Prałat, otrzymał gwiazdę z czekolady z wierszykiem – „Szanowny Panie Wójcie, nigdy się nie frasujcie, bo oto szeryfa gwiazda, zawsze się wójtowi nazda” (ks. Sanak był wójtem klasowym).

Najmilej jednak wspominam liczne organizacje szkolne do których należałam, a zwłaszcza drużynę harcerską. Harcerstwo było prawdziwą „kuźnią patriotyzmu” w przedwojennym Oświęcimiu, czego dowód dali nasi absolwenci w działaniach II wojny światowej. Jakże miłe były kolonie harcerskie - w Polanie, w Grzechyni, Psarach, Muszynie, a w zimie w Zakopanem czy obóz Przysposobienia Kobiet do Obrony Kraju w Inowrocławiu. Szczególnie chwile spędzane przy ognisku harcerskim z przyśpiewkami śp. Poli Bukietyńskiej, debiutującej z piosenką „Macieju, Macieju, a gdzie to jedzies… to mnie podwiezies…” . Na studiach w Krakowie brałam udział w „wędrownych wczasach” po Łemkowszczyźnie - jeździliśmy z „Jasełkami”, codziennie w innej szkole a po przedstawieniach rozdawane były paczki, przeważnie żywnościowe, dla najbiedniejszych dzieci.

Z wielkim szacunkiem wspominam założycieli gimnazjum, którzy w tak trudnych czasach, pod zaborami, postawili sobie za cel powołanie w Oświęcimiu pierwszej szkoły średniej, jak z równie wielkim uznaniem odnoszę się do ówczesnej Rady Gminy Babice, która nie wyraziła zgody na sprzedaż pastwiska gminnego nad Sołą pod budową fabryki „Bata”, lecz nieodpłatnie ofiarowała najlepszą część pastwiska przy ul. Kolejowej, pod budowę gimnazjum. Dzięki nim wszystkim mogłam ukończyć tę wspaniałą szkołę.

Moja edukacja szkolna skończyłaby się na poziomie szkoły podstawowej w Babicach i Oświęcimiu, z uwagi na gruźlicę, chorobę, która dziesiątkowała mieszkańców miasta, w latach trzydziestych ub.w. Rodzice moi, utrzymujący się z siedmiorgiem dzieci z rzemiosła, kojarzyli szkołę, a szczególnie dojazd do szkół państwowych, z tą chorobą (najstarszy brat, dojeżdżający do gimnazjum państwowego, zmarł na gruźlicę w roku 1940, w czasie wysiedlania Babic, włączonych do KL Auschwitz). Dziękuję moim Rodzicom, że zdecydowali się na moją, naukę w miejscowym prywatnym gimnazjum, w którym czesne nie było tak małe bo wynosiło 55 zł miesięcznie. Po wojnie powróciliśmy do Babic. Studia ukończyłam po 9 letniej przerwie w roku 1948. Z uwagi na trudne warunki bytowe moje i młodszego rodzeństwa, nie mogłam skorzystać z przyspieszonych kursów organizowanych w roku 1945, w celu ukończenia studiów przerwanych przez wojnę. W Bielsku-Białej mieszkam już przeszło 60 lat. Druga wojna światowa zmieniła zasadniczo obraz Bielska i Białej, kładąc kres ich wielonarodowości, przerywając wielowiekowe powiązania kulturowe. 1 stycznia 1951 roku decyzją władz administracyjnych zostały połączone dwa miasta Bielsko, leżące na Śląsku Cieszyńskim i Biała leżąca w Małopolsce, dzieliła je tylko rzeka Biała, w jeden organizm miejski. Kilkakrotnie powiększano jego terytorium, włączając w granice miasta otaczające je wioski. W latach 1975-98 miasto było stolicą województwa a od 1 stycznia 1999 jest siedzibą powiatu grodzkiego i ziemskiego.

Trudne było życie w Bielsku-Białej w tamtych latach. Mąż, asesor notarialny, stracił pracę na wiele miesięcy, gdy po połączeniu miast, utworzone zostało tylko jedno Państwowe Biuro Notarialne (np.w roku 2008 było w Bielsku-Białej trzynastu prywatnych notariuszy). Na szczęście otrzymałam wówczas pracę w bielskiej „Befamie”, jako planowa produkcji. Firma prowadziła stołówkę i przedszkole przez co życie stało się łatwiejsze. Wkrótce też mąż został notariuszem w Cieszynie.

Dopiero po kilkunastu latach, w roku 1964 (miałam wówczas 47 lat) jako najstarsza aplikantka zdałam egzamin państwowy na radcę prawnego i podjęłam pracę w tym zawodzie. Żyjąc tak długo, mam obecnie 94 lata i sporo czasu na rozmyślania i na podsumowanie mojego pracowitego życia. Uważam, że przeżyłam go godnie a wspomnienia z lat szkolnych sprawiają mi nadal wiele radości i uśmiechu.


Na podstawie wspomnień p. Marii Zachara
opracował Włodzimierz Liszka
Oświęcim, dn. 7 października 2011 r