"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 27    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli ''Na dłoniach miał skórzane rękawice…''

23.01.2012

 

 

W dniu 27 stycznia 2012 r. odbędą się uroczystości, poświęcone sześćdziesiątej siódmej rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

27 stycznia 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej wyzwolili w KL Auschwitz około siedem tysięcy więźniów, którzy nie byli w stanie uczestniczyć w marszach ewakuacyjnych w głąb Trzeciej Rzeszy. Dziewięć dni wcześniej – 18 stycznia - esesmani wyprowadzili pieszo z obozu oświęcimskiego i jego podobozów około pięćdziesięciu sześciu tysięcy więźniów. Dwie główne trasy ewakuacyjne prowadziły do Gliwic i Wodzisławia Śląskiego, skąd Niemcy przewozili więźniów koleją do innych obozów. W trakcie „marszów śmierci” maltretowani i przemarznięci więźniowie ginęli m.in. z wyczerpania oraz z rąk hitlerowskich oprawców.

W tych szczególnych dniach, w których pamięć o ofiarach zbrodniczej nazistowskiej ideologii ożywa na nowo, warto przytoczyć fragment relacji, spisanej przeze mnie z  moją Babcią, Ireną Pasich (z domu Krzywda), która mieszkając w Brzeszczach, jako dziecko była bezpośrednim świadkiem jednego z takich wydarzeń.

W styczniu 1945 r. byłam (…) świadkiem, jednego z marszów ewakuacyjnych więźniów KL Auschwitz, który przeszedł przez Brzeszcze koło tamtejszej kopalni węgla. Pamiętam, że był dosyć mocny mróz. Szłam wówczas z mamą ze sklepu. Byłyśmy naprzeciwko kopalni, nieopodal dzisiejszego hotelu „Babel”, w budynku którego dawniej było kino. Dziś ulica, którą w 1945 r. szli więźniowie, to ulica Ofiar Oświęcimia. Pamiętam, że chciałyśmy przejść na drugą stronę tej ulicy – w kierunku naszego domu na Nowej Kolonii. To się jednak nie udało, albowiem nagle pojawił się Niemiec, który krzyknął – „halt”. Oprócz nas, zatrzymało się jeszcze kilka, może kilkanaście osób. Wtedy zobaczyłam jadące furmanki oraz idących czwórkami więźniów i więźniarki obozu oświęcimskiego. Co dwie lub trzy czwórki szedł z bronią i psem esesman. Niektórzy z tych biednych ludzi trzymali się pod ręce. Jak jeden z nich nie mógł iść, to drugi mu pomagał. Ubrani w pasiaki więźniowie szli przez Brzeszcze bardzo długo. Do dziś słyszę stukot ich drewniaków. Widziałam ich z  bliska. To pozostawiło niezatarty ślad w mojej pamięci.

Jednak nie to było najgorsze. W pewnym momencie w jednym z szeregów zakwiliło małe dziecko, które więźniarka starała się ukryć przez Niemcami. Słysząc to esesman natychmiast wszedł w grupę więźniarek. Na dłoniach miał skórzane rękawice. Chwytając dziecko za szyję jak królika za grzbiet, wyszedł z szeregu i uderzył nim o mur wspomnianego wcześniej kina. Dziecko chyba nawet nie zapłakało. Pamiętam jedynie kałużę krwi. (…) Chwilę potem przy jego zwłokach pojawił się esesmański pies. Moja mama mówiła mi, żebym nie patrzyła, ale ja byłam dzieckiem i byłam ciekawa. Takie obrazy zostają w człowieku do końca życia.

Stojąc koło samego krawężnika, mijały nas kolejne więźniarki. Jedna z nich, która szła blisko krawężnika, w kierunku stojących obok mieszkańców Brzeszcz coś wyrzuciła. Na szczęście nie zauważyli tego Niemcy. Nikt z ludzi stojących na poboczu nie chciał się schylić. Dopiero po przejściu kolumny, gdy esesman powiedział, że można iść, młoda dziewczyna, która stopą przydeptała wcześniej zawiniątko, schyliła się po nie. (…) W kawałek papieru zawinięty był złoty pierścionek. Pamiętam jak później ta dziewczyna opowiadała, że ma pamiątkę i nie wie od kogo. Następnego dnia mój tata opowiadał, że rowy obok drogi prowadzącej z pod kopalni Brzeszcze w kierunku Jawiszowic pełne są trupów. Podobno podczas „marszu śmierci” obok cmentarza w Brzeszczach uciekło w pola kilku więźniów.

Więcej na temat „marszów śmierci” można przeczytać w specjalnym „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 52 – 53, Oświęcim 2008 r., który zawiera przewodnik po trasie kolumn ewakuacyjnych kilkudziesięciu tysięcy więźniów obozu Auschwitz, pędzonych pieszo do Wodzisławia Śląskiego w styczniu 1945 r. Autorem opracowania jest dr Andrzej Strzelecki, emerytowany pracownik naukowy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

(przesłał Adam Cyra)

Przemysław Bibik
Oświęcim, 20 stycznia 2012 r.