"Głodnego bajkami nie nakarmisz" (rosyjskie)
Gości on-line: 26    
 
  24 października 2017 - wschód: 7:19, zachód: 17:35
  Imieniny obchodzą: Marta, Marcin, Rafał
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Kurhan Polki

11.06.2014

 

 

„Kurhan Polki”

Henryk Kanikuła urodził się w 1925 r. na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w rodzinie policjanta. Wychowany w Dubnie na Wołyniu w duchu patriotyzmu, rozmiłowany w ziemi wołyńskiej, gdzie spędził swoje dzieciństwo i młodość

Poznałem go na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy pracował w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, m.in. oprowadzając wycieczki w języku rosyjskim. Znajomość nasza trwała krótko, ponieważ wkrótce podjął pracę w Hucie Katowice, gdzie później był stałym korespondentem tygodnika „Głos Huty Katowice”.

Wydane w tym roku wspomnienia Henryka Kanikuły, zatytułowane „Kurhan Polki” są jego pierwszą książką, której tytuł nawiązuje do grobu zmarłej na zesłaniu matki biskupa poznańskiego; grób ten pozostał jako nieznany kurhan na dalekiej syberyjskiej ziemi.

Opowieść Autora o losach rodziny Kanikułów rozproszonej wskutek wojny po rozległych obszarach Syberii i Kazachstanu przykuwają uwagę czytelnika. Henryk Kanikuła razem ze starszym bratem i matką został wywieziony do Kazachstanu, gdzie w nieogarnionej pustce stepów zostali, wraz z innymi deportowanymi, pozostawieni swojemu losowi. Groziła im śmierć głodowa, pozbawieni byli jakichkolwiek środków do życia.

Ratunkiem dla nich okazała się pomoc mieszkańców jednej z wsi, zamieszkałej przez zesłańców narodowości koreańskiej, którzy wyrazili zgodę na osiedlenie się wśród nich Polaków. Mając dach nad głową i pomocną dłoń Koreańczyków, polscy zesłańcy mieli szansę na przeżycie w trudnych warunkach sowieckiej niewoli.

Książka opisuje ten zesłańczy świat z perspektywy młodego chłopca, który przyjaźni się z rówieśnikiem Kazachem, wprowadzającym jej Autora w tajniki życia w stepie. O przetrwaniu w tych trudnych warunkach Henryk Kanikuła pisze w sposób ciekawy i wartki. Jego fascynująca opowieść mówi o trwałych śladach Polaków na nieludzkiej ziemi, z której warto przytoczyć chociaż niewielki fragment:

„W dzień czasem na bezchmurnym niebie pojawił się piękny ptak, prawdopodobnie jastrząb, i zataczał koła nad nami. Innej żywej istoty przez te dwa dni nie widziałem. Leżąc w tej po pas wysokiej trawie, byłem zapatrzony w błękit nieba i szybującego ptaka. „Orle mój, sokole, władco tego stepu! Weź mnie na swe skrzydła i ponieś, hen, daleko, do mojej Ojczyzny, tam, gdzie moje miejsce na tej ziemi, bo ta kazachska ziemia jest dla mnie obcą, przeklętą i niewolniczą. Przestworza te, nieprzebyty busz aż po nieboskłon to twoje królestwo i o ile przyjdzie mi tu zostać, będziesz moim towarzyszem aż do moich ostatnich dni. I choć wiem, że nie użyczysz mi swych skrzydeł, wciąż będę żył nadzieją, że grób mój będzie na mojej ojczystej ziemi, a nie tutaj jako kurhan skazańca Polaka”.

Henryk Kanikuła po przeszło trzyletnim pobycie na deportacji w stepach północnego Kazachstanu, jako dezerter z Armii Czerwonej, a jednocześnie ochotnik „Kościuszkowiec” Ludowego Wojska Polskiego w Riazaniu razem z frontem powrócił do kraju. W 1952 r. ukończył wieczorowe studia ekonomiczne w Katowicach. Przez pewien czas mieszkał i pracował w Oświęcimiu, który stał się dla niego drugą ojczyzną.

Adam Cyra