"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 28    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli wsłuchaj się w słowa o graboszyckim fortalicjum

07.07.2005

 

 

Jak mieszkasz w Zatorze toś wygrał. Bo blisko do Graboszyc. Jak dalej - toś wygrał jeszcze bardziej. Bo wycieczkę wspaniałą rowerową wygrałeś na długość ponad dwudzieścia kilka kilometrów. Z Zatora napierając na pedały bicykla, najlepiej wakacyjnie, możesz dotrzeć do wioski Graboszyce dość szybko. Z Oświęcimia trochę "stękania" nas i was czeka.

Graboszyce - coś jak grabie, coś jak szycie...

Spróbuj sobie pokojarzyć, w językowym ćwiczeniu głowy i wyobraźni, skąd mogło wziąć się brzmienie słowa Graboszyce. Coś może od grabi? No może być, że o grabki jakoweś rzecz "zahacza"? Tak byłoby najprościej. Logicznie, słusznie, sprawiedliwie niemal, no i tak po polsku.

Jednak jeśli ma być prawdopodobnie i prawdziwie, to napiszmy w końcu, że historia nazwy Graboszyce związana jest z nazwiskiem. W źródłach pisanych pojawiło się w 1388 r. I jakoś nie zaskakuje specjalnie, że nazwisko brzmiało coś jak... Grabischicz.

I dalej... jedziemy z uważnością

Podsumujmy wstępnie nasze rowerowe śledztwo.

Grabischicz przyjechał do "niegraboszyc", aby chwilę potem wieś zyskała nową nazwę i jedną z pierwszych rycerskich rodzin. Dla porządku i spokojności matki chronologii zanotujmy sobie, że był to wiek XV. Bez zadyszki więc dotarliśmy do naszego ciekawego rycerskiego wątku z miejscowości Graboszyce. Wątek ważny, szlachetny i szlachecki. Dziś budzi dumę tych co tam zameldowani. A może nie budzi dumy, a może mieszkańcom obojętne? Tego jeszcze nie wiem. Pedałujemy więc do lokum kolejnych właścicieli z herbowymi ambicjami. A skoro rycerstwo to zamek, może obronny dwór?

Już ok. poł. XV w. powstał taki. Murowany dwór obronny. Kogo tam przeszłość i historia tej posiadłości nie przyjęła?! Znamienitość osiadłych tu rodów może tylko budzić zastanowienie - dlaczego Graboszyce? Wiemy więcej, pedałujemy szybciej. Ciekawości więcej, jak powietrza w płucach.






Wymieńmy "sprawców" graboszyckich.

Mikołaj z Garlicy, Jasiek z Ujazdu, Konrad z Gabiszicz, Jan Strzesza z Radoczy herbu Kiczka, Jan Rudzki z Rudz herbu Pilawa, sędzia zatorski Klemens Brandys z Radoczy herbu Radwan, potem Porembscy, Gronowscy, Zakrzowscy, Russoccy herbu Zadora, Birbenstein Starowieyski, Sołtyk, Kuczkowski i wreszcie baron Brettfeld.

W 1864 roku w powstańczy jeszcze czas, na dłuższe lata, Graboszyce "poszły" w ręce Chrząszczów. Ci "de iure" do 1945 roku byli właścicielami, a potem już tylko PKWN (Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego), który "wyzwolił" Graboszyce z dalszej "niewoli" szlacheckiej i ziemiańskiej. Państwowo i komunistycznie wszystko zaniedbaniem "szło" ku powolnemu zniszczeniu. Następnymi właścicielami ale już tylko zespołu dworsko-parkowego były: Nadleśnictwo w Andrychowie, Prezydium Gminnej Rady Narodowej, oświęcimskie OZNS-y, GS Zator i FSM w Tychach.







A dzisiaj...

Dzisiaj poznajemy nowych właścicieli. Ewa Wyrwicz i Andrzej Najduchowski odważyli się stanąć przed wielkim wyzwaniem. Kupując zespół dworsko-parkowy z przyległościami zetknęli się z piękną historią. Powiedzmy jednak, że zderzyli się przede wszystkim z historią niepowetowanych zniszczeń zespołu parkowo-dworskiego. Ogromnymi środkami, wielką i barwną wiedzą historyczną oraz inżynierskimi arkanami starają się nowi właściciele przywrócić ten zabytkowy kompleks do jego dawnej świetności. Z najwyższą dbałością o szczegóły rośnie więc powoli ze zniszczeń - na powrót - graboszyckie fortalicjum.






Dojeżdżamy... patrzymy widzimy...

Wzniesienie. Ocienione pięknym i starym drzewostanem. Po środku majaczy prostą, ale "smaczną" bryłą dwór. Obiekt, do którego w wakacyjnym zmęczeniu, na bicyklu, albo z Zatora, albo z Oświęcimia, albo skądkolwiek. Wokół dworu fosa. Dziś pusta i zielenią zarośnięta, ale nadal dość głęboka i dość obronna.

Tam w dole, dwoma wejściami można było kiedyś, poprzez podziemne korytarze przejść w ukryte miejsca. Także do graboszyckiego kościoła - do św. Andrzeja. Ponoć. I krok w przód, już może z gotowym aparatem. Mostem sklepionym, dalej - pod bramę, która niegdyś jaśniała w obramowaniu portalu, z jońskimi kolumnami. Może A. Najduchowski te kolumny przywróci?

Otynkowana i dwukodnygnacyjna bryła dworu, "ubrana" w okna z renesansowymi obramowaniami nadal cieszy. Nie inaczej. Cieszy bardzo. Stojąc przed wejściem od frontu patrzymy w zwieńczenie barokowego szczytu, ale robiąc tylko kilkadziesiąt metrów na tyły dostrzegamy neoklasycystyczny tympanon. Ileż tu lekcji historii i historii sztuki czeka na swoich ciekawych uczniów, uczniów może-rowerzystów? Piwnice ponoć z alkierzami. Cztery takie "na stanie". W dworze sklepienia i ściany. Sklepienia krzyżowe, kolebkowe. Na ścianach polichromie ścienne. Ile historii. Z przysłoniętych okien spojrzenie w bogactwo parku. Tam nieopodal miała być w przeszłości zarządcówka, spichlerze i stajnie. Dziś nie widać. Andrzej Najduchowski już je widzi w swoich prezentacjach i symulacjach. Zobaczymy może i my rowerzyści.

No a św. Andrzej?... Drewniany i tak cenny?...

No czeka, kilka minut oddechów na rowerze. Jedziemy i tam bo przecież całkiem niedaleko. A jeśli najcenniejszy to zabytek sakralnego budownictwa na pograniczu Ślaska i Małopolski to jak inaczej? Nawet jeśli pod górkę i na twardym przełożeniu. Czym prędzej tam. I już w XIV wieku pisano o kościele. Dziwisz Brandys, ten co fortalicjum, dopiero co oglądnięte, w XVI wieku budował, i do kościółka miał się dołożyć.

W kościele jedna nawa. Z prezbiterium razem gontem przykryta. Pełno w nim baroku. I główny i dwa boczne ołtarze i ambona także. Renesansowy obraz z wieku XVI-go mówi do nas łaciną "Ecce Homo". Jak to wokół zabytkowych kościołów - i lipy i dęby i wszystko to pomniki przyrody.






Nie bolą nogi... nie bolą ręce...

Ale jechać się nie chce, wracać się nie chce. Więc może nad niedaleką Skawę, przy której park, fortalicjum i to co Andrzej Najduchowski do życia na powrót chce przywołać. Tu już decyzja każdego rowerzysty.

Ja wracam do fortalicjum. Posiedzę przy dworze, na moście, może nasz ulubiony już puchacz wpadnie na pogawędkę o Sołtyku i Ankwiczównie. Może on coś wie?... Coś o Mickiewiczu co do Ankwiczówny bez gotówki w konkury uderzał. Po czarną polewkę i przeciw mezaliansom?







(materiał faktograficzny do tekstu zapożyczony z opracowania Grzegorza Najduchowskiego)

Jacek Polak

Zdjęcia: Marta Boroń, Tomasz Mól, Zbigniew Pluta