"Głodnego bajkami nie nakarmisz" (rosyjskie)
Gości on-line: 26    
 
  24 października 2017 - wschód: 7:19, zachód: 17:35
  Imieniny obchodzą: Marta, Marcin, Rafał
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Pierwsza egzekucja w KL Auschwitz

20.11.2007

 

 

Szanowna Redakcjo,

przy wejściu do kościoła salezjańskiego pw. Miłosierdzia Bożego na Zasolu jest umieszczona tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych 22 listopada 1940 r. w pobliskim dole, pozostałym po wydobytym jeszcze przed wojną żwirze, na prywatnej parceli.

Była to pierwsza egzekucja na terenie KL Auschwitz. Dokonano jej na czterdziestu Polakach w odwet za rzekome akty gwałtu i napady na funkcjonariuszy policji w Katowicach. Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej w Katowicach. Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów.

W niedzielę, 18 listopada br., podczas Mszy św. we wspomnianym kościele, ksiądz Salezjanin przypomniał tamto tragiczne wydarzenie sprzed sześćdziesięciu siedmiu lat, podkreślając, że wśród skazańców byli również ludzie bardzo młodzi – dwudziestoletni.

Kiedy słuchałem Jego słów, odżyły we mnie wspomnienia. W dniu 22 listopada 1940 r. pracowałem jako cieśla - robotnik przymusowy obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Skazańców, oczekujących na egzekucję w baraku usytuowanym w rejonie obecnego wewnętrznego parkingu Muzeum, esesmani prowadzali po dziesięciu do wspomnianego dołu. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym dzisiaj przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Skazańcy mieli ręce skute z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole. Przypatrywało się jej wielu esesmanów i oficerów SS. Obok za dołem, na niewielkim wzniesieniu terenowym był ustawiony karabin maszynowy, który stanowił zapewne zabezpieczenie przed ewentualnym buntem skazańców. W każdym razie nie był on w tym czasie użyty. Po zakończeniu egzekucji esesmanów, biorących w niej udział, ustawiono w szyku marszowym i poprowadzono z powrotem do koszar w rejon Monopolu Tytoniowego. Pamiętam, że przechodząc na wysokości obecnej wartowni Muzeum zaczęli śpiewać: "Heilli heilo heilo ...". Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium. Po drodze i przed krematorium wyciekło z ciał skazańców dużo krwi. Obok krematorium zmywano ją przy pomocy gumowego węża, podłączonego do pobliskiego kranu. Zaznaczam, że skazańcy byli w cywilnych ubraniach i nie byli to więźniowie KL Auschwitz. Wszyscy po dziesięciu byli przykuci do łańcuchów i tak prowadzono ich na śmierć.

Wychodząc, po Mszy św. z kościoła Miłosierdzia Bożego na Zasolu, w pobliżu którego – jeszcze raz przypominam - miała miejsce powyższa egzekucja, zdałem sobie sprawę, że być może dzisiaj jestem już jedynym świadkiem tamtego tragicznego zdarzenia.

Łączę wyrazy szacunku

Władysław Foltyn

Oświęcim, dnia 20 listopada 2007 r.

Na zdjęciu: Przepustka robotnika przymusowego Władysława Foltyna do pracy na terenie KL Auschwitz.