"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 23    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Ojciec w mundurze SS na zdjęciu

06.12.2007

 

 

Muzeum w Oświęcimiu rocznie odwiedza ponad milion osób. Wiele z nich szuka informacji o losach członków rodzin, którzy stracili życie w obozie. Niecodziennie zdarza się jednak, że na jednym ze zdjęć syn rozpoznaje własnego ojca w mundurze SS.

Cała historia zaczęła się wiosną 2007 r. Do Muzeum przyjechała grupa z Niemiec, która po zwiedzeniu wystawy głównej wzięła udział w warsztatach edukacyjnych na ekspozycji romskiej oraz węgierskiej. Po spotkaniu podsumowującym do Jacka Lecha z Międzynarodowego Centrum Nauczania o Auschwitz i Holokauście podszedł jeden z uczestników.

- To był starszy pan, miał jakieś 65-70 lat. Powiedział, że na jednym ze zdjęć w bloku 4 rozpoznał swojego ojca. Zapytałem, czy na pewno było to w bloku czwartym, ponieważ zwykle odwiedzający Muzeum rozpoznają swoich krewnych na zdjęciach więźniarskich wystawionych w blokach 6 i 7. Potwierdził i powiedział, że dokładne informacje przekaże, kiedy przyjedzie do Muzeum kolejny raz – opowiadał Jacek Lech.

Pod koniec lipca mężczyzna ponownie pojawił się w Muzeum z rodzinnym albumem. Zapytał, czy może przejść do bloku 4, gdzie w jednej z sal znajdują się fotografie ze słynnego albumu Lili Jacob, przedstawiające proces postępowania z transportem deportowanych Żydów. – Stanęliśmy pod jednym ze zdjęć, na którym widać lekarza SS wybierającego z przybyłego na rampę transportu ludzi na śmierć w komorze gazowej – wspominał Jacek Lech. – Mężczyzna wskazał na młodego człowieka w mundurze SS stojącego na lewo od lekarza i powiedział: „Ten młody człowiek w mundurze SS to mój ojciec”. Na parapecie przy oknie gość z Niemiec pokazał mi cztery zdjęcia ze swojego albumu – dodał.

Na jednym z nich widać było człowieka w mundurze SS podczas ćwiczeń na poligonie, drugie zdjęcie wykonano w jednostce, trzecie przedstawiało stojącego w drzwiach mężczyznę w mundurze wyjściowym SS, a czwarte, wykonane po wojnie, pokazywało tego samego mężczyznę w cywilnym ubraniu z rodziną. Bez wątpienia był to ten sam mężczyzna, który znalazł się na fotografii wykonanej w 1944 roku w Birkenau. Jacek Lech pamięta, że mężczyzna był naprawdę wstrząśnięty. – Nie wiedział nic o jego wojennej przeszłości – dodał.

O esesmanie wiemy niewiele. Urodził się w 1906 r. niedaleko Poczdamu. Po zdaniu małej matury praktykował u sprzedawcy dywanów. Po zakończeniu tej pracy kształcił się na diakona u joannitów. W 1937 r. wziął ślub i zamieszkał z żoną w Berlinie.

– O wojennych losach ojca syn nie wiedział niemal nic – on sam urodził się w 1942 r. Powiedział jedynie, że w 1947 r. ojciec wyszedł z angielskiej niewoli, a rok później został pastorem. Zmarł w 1988 r. – relacjonował Jacek Lech. – Jego matka opowiadała, że ojciec w 1937 r. w Berlinie odbywał jakąś praktykę jako sanitariusz w zakładzie dla umysłowo chorych, a w 1941 r. mógł przebywać w którymś z nazistowskich ośrodków eutanazji.

Z centrów eutanazji zorganizowanych w ramach tzw. akcji T4 rekrutowano później załogi obozów zagłady na terenie okupowanej Polski. Mężczyzna mógł więc trafić stamtąd do Auschwitz, zostawiając nowo narodzonego syna z matką w Berlinie.

W dokumentach dotyczących załogi SS znajdujących się w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau nie znaleziono informacji o tym konkretnym esesmanie. Nie świadczy to jednak o tym, że człowiek o takim nazwisku nie służył w Auschwitz, ponieważ ogromna ilość dokumentów obozowych została przed wyzwoleniem zniszczona. – On opowiadał, że kiedyś w domu odnalazł skierowanie ojca do Auschwitz z roku 1942, a także notatkę, w której stwierdzono, że z magazynu obozowego pobrał on szelki do spodni i inne fragmenty esesmańskiego munduru – powiedział Jacek Lech.

Być może informacje o jego wojennych losach znajdują się w jednym z centrów dokumentacji w Berlinie. Wiadomo, że jakieś dokumenty istnieją, ale syn nie może otrzymać ich przed śmiercią matki – tak bowiem stanowi niemieckie prawo. Podczas ostatniej wizyty w Muzeum mężczyzna zapowiedział, że jak tylko uda mu się dotrzeć do nowych dokumentów, na pewno wróci do Muzeum. Być może wówczas poznamy rozwiązanie tej zagadki.

Zdjęcia z Auschwitz - O albumie Lili Jacob

W maju i czerwcu 1944 r. naziści deportowali do KL Auschwitz ponad 430 tys. Żydów z terenów ówczesnych Węgier, w tym osiemnastoletnią Lili Jacob wraz z całą rodziną i pozostałymi żydowskimi mieszkańcami leżącej na Rusi Zakarpackiej miejscowości Bilke (obecnie na Ukrainie).

Z całej rodziny wojnę przeżyła tylko ona. W kwietniu 1945 r., po obozowej tułaczce, wyzwolona została w Niemczech w obozie Dora-Mittelbau. Tam też w jednym z esesmańskich pomieszczeń znalazła album, opatrzony tytułem Aussiedlung der Juden aus Ungarn (wysiedlanie węgierskich Żydów). Na kilku znajdujących się tam zdjęciach rozpoznała członków swej rodziny, a na jednym z ujęć samą siebie, sfotografowaną rok wcześniej przez nazistów w obozie kobiecym w Birkenau.

Blisko dwieście zdjęć, wykonanych przez nazistowskich fotografów, dokumentuje m.in. proces przyjęcia transportu na rampie w Birkenau: od chwili opuszczenia przez ludzi bydlęcych wagonów, poprzez selekcję, aż po oczekiwanie na śmierć w pobliżu komór gazowych. Na fotografiach zobaczyć można także tych, którzy podczas selekcji zostali wybrani jako zdolni do pracy i zarejestrowani jako więźniowie obozu.

W 1946 r. Narodowe Muzeum Żydowskie w Pradze wykonało kopie zdjęć, dzięki czemu po raz pierwszy niektóre z nich ukazały się w opublikowanej w 1949 r. w Bratysławie Tragedii Żydów słowackich pod redakcją F. Steinera. W roku 1956 r. Erich Kulka, czeski historyk i były więzień Auschwitz, przekazał część odbitek muzeum w Oświęcimiu, gdzie od tej pory stanowią ważny element stałej wystawy poświęconej zagładzie Żydów w Auschwitz.

Oryginalny album został przekazany w roku 1980 przez Lili Jacob izraelskiemu instytutowi pamięci Yad Vashem.

Paweł Sawicki