"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 22    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Mój ojciec (Franciszek Polak)

01.09.2008

 

 

Wychowałem się w pobliżu Wielunia, na który jako pierwsze miasto polskie spadły bomby 1 września 1939 r. zrzucone przez niemieckie lotnictwo szturmowe. Zbombardowany został w Wieluniu szpital i kościoły. W gruzach legło całe centrum tego miasta. Szacuje się, że w nalocie mogło zginąć nawet 1200 osób.

Mój ojciec Franciszek Polak urodził się 18 października 1901 r. w Skrzynnie, powiat Wieluń, jako syn rolnika. Po odbyciu służby wojskowej i założeniu rodziny prowadził własne gospodarstwo rolne o powierzchni 8 hektarów, które było położone w Skrzynnie, wchodzącej w skład gminy Ostrówek.

Znany był z aktywnej działalności samorządowej. W 1932 r. został wybrany w wyborach uzupełniających do Rady Gminnej, gdzie pełnił funkcję zastępcy wójta. Dwa lata później ponownie wybrano go do Rady Gminnej i równocześnie został wybrany do Rady Powiatu (według dawnej nazwy Sejmiku Powiatowego), gdzie zasiadał przez kolejnych kilka lat. Ostatnie przedwojenne wybory do Rady Gminnej odbyły się w dniu 25 stycznia 1939 r., podczas których kolejny raz został radnym.

Przedwojenna aktywność społeczna mojego ojca stała się po wybuchu drugiej wojny światowej przyczyną dramatu naszej rodziny, bowiem niemieccy naziści zaplanowali aresztowania aktywnych działaczy politycznych i społecznych także na terenie gminy Ostrówek.

Mój ojciec dowiedział się od zaprzyjaźnionego Niemca, że na liście osób przewidzianych do aresztowania znajduje się również jego nazwisko. Wiedząc, w którym dniu nastąpią aresztowania, wyjechał do naszej rodziny, zamieszkałej w pobliskim Okalewie, skąd pochodziła moja matka. Przed wyjazdem, uzgodnił z nią, że jeżeli przyjdą go aresztować, powie Niemcom, że wyjechał do Złoczewa, pobliskiego miasteczka, po zakup nasion, ponieważ był już marzec 1940 r. i zbliżała się pora siewu. Żandarmi niemieccy nie zastawszy go w domu, aresztowali moją matkę, która była w czwartym miesiącu ciąży. Groźba represji zawisła nad całą naszą rodziną. W tej sytuacji ojciec zgłosił się dobrowolnie do okupacyjnych władz niemieckich, uzyskując w ten sposób zwolnienie matki z aresztu, której zdążył jeszcze powiedzieć: „Jeśli ma matka zginąć, to niech lepiej zginie ojciec“. Do więzienia w Wieluniu, odległego o 18 kilometrów, eskortowany był przez żandarma niemieckiego. Odbywało się to w ten sposób, że ojciec musiał biec z przodu, a żandarm jechał za nim na rowerze, trzymając broń w ręku.

Z aresztu w Wieluniu ojciec po dwóch miesiącach został wywieziony do KL Dachau, gdzie oznaczono go 6 maja 1940 r. numerem obozowym 8128. Z tego obozu 26 czerwca 1940 r. został przeniesiony do KL Mauthausen (komando Gusen), otrzymując nowy numer 5591. W tym czasie nas z matką wysiedlono, a nasze gospodarstwo w Skrzynnie zajęła rodzina niemiecka.

Nasz znajomy, pochodzący z Osjakowa koło Wielunia, który przeżył obóz, gdyż znał język niemiecki i pracował w obozowej kuchni, opowiadał nam po wojnie, że pewnego razu mój ojciec chciał wraz z drugim więźniem, podobnie jak i on, wyczerpanym morderczą pracą, chociaż na chwilę odpocząć. Zauważył to esesman, który obydwóch skatował łopatą do nieprzytomności. Po przyniesieniu ciężko pobitych przez współwięźniów z miejsca pracy do obozu, pozostawiono ich podczas dużego mrozu na obozowym betonie aż zmarli.

Mój ojciec zginął, gdyż był znanym działaczem społecznym i polskim patriotą oraz bardzo dobrym ojcem rodziny, dla której poświęcił swoje życie, ratując żonę i czworo rodzeństwa. W dniu 3 stycznia 1942 r. został zamordowany w obozie Mauthausen (komando Gusen), mając niespełna czterdzieści je-den lat. Trzy dni później jego ciało zostało spalone w obozowym krematorium. Wkrótce z obozu Mauthausen otrzymaliśmy telegram, że ojciec zmarł rzekomo z powodu choroby serca, a następnie przesłano nam paczkę, zawierające jego cywilne ubranie oraz bardzo zniszczone buty.

Byłem wychowywany w bardzo trudnych warunkach przez matkę wraz z dwoma braćmi i siostrą, która urodziła się latem 1940 r., kiedy ojciec był już więziony w KL Mauthasen. Pod koniec lat pięćdziesiątych założyłem rodzinę i zamieszkałem w Oświęcimiu.

Henryk Polak
Oświęcim-Babice