"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 27    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Wizerunek Oświęcimia z 1920 r.

11.01.2009

 

 

Drugiego kwietnia 1920 roku w nr 90 „Nowej Reformy” (organu krakowskich demokratów założonego jeszcze w 1889 r przez Adama Asnyka) ukazał się artykuł Ludwika Stasiaka pt. "Oświęcim". Ten współpracownik krakowskiego czasopisma był autorem parokrotnie wznawianego w początkach naszego stulecia ”Ilustrowanego przewodnika po Krakowie, po jego kościołach, pałacach, muzeach, bibliotekach i starożytnych domach” oraz licznych publikacji o przeszłości podwawelskiego grodu. Jego zainteresowania zabytkami architektury widać i w opisie naszego miasta. Obraz Oświęcimia utrwalony piórem Ludwika Stasiaka zapewne zainteresuje Czytelników. Chyba zaskoczą niespodziewane skojarzenia, które nie straciły na aktualności. Poniżej przedrukowujemy w całości ten interesujący reportaż o Oświęcimiu z 1920 roku.

***

Jeśli miły czytelniku jesteś tylko ministrem, artystą, lub redaktorem i idziesz piechotą z dworca do Oświęcimia, jeśli się dasz wyminąć złodziejom, łazikom i paskarzom, którzy płacą fiakrowi pięćdziesiąt koron za kilometr drogi, jeśli staniesz nad brzegiem szmaragdowej, naprawdę szmaragdowej Soły, to masz przed sobą istny widok Malborka. Ta sama fantastycznie połamana linia pejzażu, te same czerwone baszty i kościoły, ten sam miraż średniowiecza, jaki przedstawia stolica komturów. A podobieństwo nie jest tylko zewnętrzne, nie polega tylko na linii pejzażu - ono jest wewnętrzne, polega na stylu tych gotyckich budowli. Ten gotyk zwie się w austropolskiej literaturze stylem krzyżackim. Ale tylko w tej literaturze Naprawdę jest w nim tyle zdolności krzyżackich ile we mnie jest zdolności do płacenia moich weksli. Mikołaj Kopernik znał lepiej Krzyżaków niż nowożytni historycy sztuki. Mówi Kopernik, ze Krzyżacy to są „latrones praedones et homines scelerati” (rabusie, rozbójnicy i zbrodniarze – J.P.) nic zaś nasz astronom nie pisze, żeby oni byli artystami i architektami, oddają się wyłącznie zajęciom wymienionym – przez Kopernika, nie mieli czasu na takie błahostki, jak sztuka. W istocie tak zwany gotyk krzyżacki jest gotykiem polskim, ich kościoły, ich zamki, stawiali polscy ludzie, lub budowniczowie w polskiej szkole wykształceni. Wszystko, co po sobie Krzyżacy pozostawili, jest ce3glaną architekturą polską i stąd pochodzi wewnętrzne, stylowe podobieństwo do czerwonego pejzażu Malborka, Gdańska i Oświęcimia.

Na wstępie do miasta zamek, gród stołeczny udzielnego niegdyś księstwa oświęcimskiego - bystre, strome, spadziste wzgórze - miniaturowy Wawel. Na pierwszy rzut oka widzimy, że to przedhistoryczne grodzisko. Wartałoby zarządzić tu poszukiwania i rozkopy, aby się coś o prehistoryi tego starożytnego wzgórza dowiedzieć. Dziś pozostały tylko zabytki z czasów gotyku. Przede wszystkim ceglana baszta, którą za naszych czasów dachówką pokryto. Jaki był jej szczyt i attyka, czy nie była ona podobna do prześlicznego, wspaniałego uwieńczenia wieży piastowskiej w niedalekim Cieszynie - tego nie wiemy. Przy tym stołpie zamek książęcy. Mury stare, gotyckie. (Najstarszą częścią zamku jest wieża z II poł. XIII w. wielokrotnie restaurowana. Tylko część głównego budynku pochodzi z początku XVI w. Obecna sylwetka architektoniczna zamku została ukształtowana w parę lat po napisaniu reportażu Ludwika Stasiaka — J. P.) Nowożytny murarz, wyrąbał stare obramienia okien i wprawił lojalne. Trzeba je będzie wyrzucić. I tak maleńki ten zameczek na pomieszczenie biur starostwa wcale się nie nadaje, prosi się zaś, aby zeń muzeum miejskie lub powiatowe uczynić. Obywatelstwo tutejsze niewątpliwie to uczyni, przy tej zaś sposobności przywróci budowli wygląd średniowieczny tem bardziej, że substratu średniowiecznego wiele tu zostało — koszta więc restytucyi będą stosunkowo bardzo małe.

Kościół parafialny, wyprany starannie ze wszystkiego, co przeszłość zostawiła, pozbawiony jest wszelkich znamion stylowych, nie ma żadnego stylu, czyli wybudowany jest w stylu austryackim. Ze starej budowli został ostrołukowy portal w południowej ścianie. Do tego czcigodnego portalu wyobraźnia musi sobie dorobić wygląd średniowiecznej świątyni. Ciekawe jest wejście do zakrystyi, noszące datę 1529. Kazimierz, epigon gotycyzmu, słyszał coś, że podówczas właśnie w Krakowie Zygmunt I zamek renesansowy buduje, że ostrołuk wyszedł już z mody, idzie więc za prądem, w duchu moderny i w sposób domorosły gotycki portal renesansem stroi i nie do twarzy temu staremu mistrzowi w nowej bekieszy. Chodźmy do kościoła podominikańskiego, tego najważniejszego zabytku oświęcimskiego. Dużo mówiono i pisano o nim w sferach archeologów, więc od powtarzania dziejów jego restauracyi czuję się zwolnionym. Źle zrobili księża Salezjanie, nie stosując się do wskazań konserwatorów. Obrócili kościół na opak. Tam, gdzie był wielki ołtarz, wybito główne wejście, wielki ołtarz postawiono w tym miejscu, gdzie w przedsionku gromadzili się neofici, gdzie w średniowieczu ostatnią noc spędzali zbrodniarze, wyprowadzeni stamtąd przez kata na miejsce egzekucji. A jednak, mimo że protesty i lamenty historyków sztuki są zupełnie słuszne, niepodoba mi nie zapisać ogromnej zasługi księży Salezjanów. Tą zasługą jest fakt, że oni starożytne mury wzmocnili, że je porządnie zabezpieczyli, że ważna budowla przetrwa znowu całe wieki i doczeka się ponownej wzorowej restauracyi. Sprawi to Bóg, że stać nas będzie na to, aby wyłożyć milion i kiedyś oświęcimski ostrołuk do średniowiecznego stanu i wyglądu doprowadzić.

Pragnę zwiedzić bożnicę. Kustosz jej nie umie po polsku, ja nie umiem po żydowsku, nic nam więc innego nie pozostało, jak porozumieć się w języku, którego obydwaj nie umiemy, to jest po niemiecku. Z przeszłości został tu barokowy ołtarzyk w przedsionku i kilka mosiężnych „żydowskich" świeczników. Wartałoby raz już wreszcie uporządkować w naszej literaturze tę żydowską nomenklaturę. Ciągle się u nas słyszy o żydowskich chałatach, żydowskich cycesach, żydowskich lichtarzach i żydowskich pejsach. Ale te wszystkie utensilianie są wcale żydowskimi.Spójrzmy na grobowiec Kazimierza Wielkiego. W starej bożnicy na Kazimierzu w Krakowie jest pergamin liturgiczny, zawierający modlitwę, żeby Bóg zlał wszystkie błogosławieństwa na głowę Kazimierza.Ta modlitwa jest szczera. Bo władze polskie nie miały wglądu do żydowskich ksiąg liturgicznych – te księgi nie były wcale przez władze kontrolowane, nikt nie potrzebował kłamać, robić fałszywego manifestu lojalności państwowej. Rabin jakąś serdeczna i szczerą prośbą do Boga zapisał, aby Stwórca błogosławił dobroczyńcę żydowskiego. Śmiemy twierdzić, ze przywiązanie żydów do Kazimierza zasymilowało ich strój i obyczaj. Wspomniany sarkofag wielkiego twórcy kościołów wyraźnie to mówi. Twarz marmurowego posągu króla zdobią najwyraźniejsze tzw. „icki” – tak, jak król trefił włosy w pierścienie, tak je i Żydzi trefili, oni, ci ortodoksi, po dziś dzień chodzą w kazimierzowskich futrem strojnych czapkach - jedwabnych żupanach, które "vox populi" żydowskimi chałatami zowie. Nie tępić, ale konserwować nam ten obyczaj. Żydzi nas w tej sprawie wyręczyli, myśmy się przebrali we fraki, smokingi i raglany - oni zaś nasz średniowieczny narodowy polski strój zachowali. Są na to dowody. Przyjechał do Krakowa historyk sztuki Lossnitzer. Pisze on, że postacie skrzydeł Maryackiego ołtarza są w żydowskie ubrania strojne. Płytki szowinista niemiecki, który dzieje kostyumu nie na starych rycinach grobowych i nie w bibliotekach, ale na Kazimierzu studyował, wziął skutek za przyczynę. Ołtarz Maryacki jest w istocie przepełniony Kazimierzowskiemi strojami, które żydzi przejęli i które naiwnie wraz z nami za swój narodowy strój uważają. Dowodem tego są i powszechnie w Polsce znane „żydowskie" mosiążne świeczniki, żyrandole i lichtarze. Ogromna ich większość i przewaga zdobną jest w orły państwowe polskie. Na żyrandolu oświęcimskim widzę egzemplarz orła polskiego, który miecz i berło w szponach trzyma, śmiem zaś twierdzić, że nikt nie zna Żydów aby na świecznikach swą lojalność manifestowali i że przywiązanie do państwa polskiego było aż do czasów rozbiorów i aż do czasów niemieckich wpływów uczuciem zupełnie szczerem. Od czasu rozbiorów znikają z bożnic orły polskie...

Jaka szkoda, że tych malowniczych zaułków, tych ciasnych ulic w Oświęcimiu nie widział, nie malował Stanisław Tondos! Prawie w każdej bramie rynku, w każdej bramie żydowskiej ulicy, pejzaż proszący się, aby go utrwalić i uwiecznić. Ciemne sienie, zaułki, wnęki, drabiny, zakamarki, ślepe okna wystające, nielogiczne w swej architekturze węgary, furtki i bramki na każdym kroku. A znikną one prędzej, czy później z powierzchni ziemi. Każdy cywilizowany człowiek pragnie za każdą cenę mieć taki żydowski zaułek namalowany, ale żaden cywilizowany człowiek nie chce za żadną cenę w takim zaułku mieszkać. A więc te bez granic malownicze podwórka oświęcimskie zmiecie nowożytny utylitaryzm i nowożytna hygiena. Zniosły one i zatraciły wiele cennych zabytków przeszłości. Tu w Oświęcimiu, lub w jego otoczeniu, wyrabiano około r. 1450 śliczne, artystyczne kafle, istne dzieła sztuki. Koło kościoła Dominikanów wykopano kilka takich ceramik. Opisał je i reprodukował Adam Chmiel. Jeden z najpiękniejszych okazów takich oświęcimskich kafli z wyobrażeniem rycerza na koniu, znajduje się w moim zbiorze. Dziś ani śladu tego wspaniałego przemysłu. Tylko czarne mury, uratowane od zagłady, świadczą o pięknej przeszłości stołecznego niegdyś oświęcimskiego grodu.

Fragment książki Jana Ptaszkowskiego "Opowieści spod zamkowej góry", której drugie, uzupełnione i poszerzone wydanie planowane jest na marzec 2009 r.

Zdjęcie zaczerpnięto z "Tygodnika Ilustrowanego" nr 9 z 4 marca 1934 r. - dzięki uprzejmości Mirosława Ganobisa