"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 27    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Zanim oswobodzono KL Auschwitz

15.01.2009

 

 

W eksplozjach szedł biały styczeń
polami... Gdy bój narastał
chyliła się i gasła świeca
w piwnicy mojego miasta.

I nagle – stuk butów w oddali
to żołnierz z pepeszą biegł,
śnieg z gwiazdą w futrzanej miał czapie
i pytał: ”Giermancew niet?”

I ludzie wybiegli z piwnic,
a śnieg się na rzęsach ich perlił.
Serdecznie witano Saszę,
gdy wołał: „Pajdiom na Bierlin”.

Tak swego czasu w formie wierszowanej próbowałem ukazać pierwsze zetknięcie się mieszkańców „mojej" ulicy, ulicy Chrzanowskiej przemianowanej przez Niemców na Schulstrasse, z pierwszym żołnierzem Armii Czerwonej wkraczającej do Oświęcimia. Pragnę tym wstępem zasygnalizować, że... felieton poświęcam głównie wyzwoleniu miasta, którego arcypolską nazwę zmieniono wówczas na obco brzmiący Auschwitz....

Miasto wyglądało jak wymarłe. Do schronów dobiegały odgłosy czasem bezustannej strzelaniny artylerii, trzaskały karabiny. Czasami mówiono, że samoloty sowieckie ostrzeliwują stanowiska artylerii niemieckiej rozmieszczone w okolicy. Do piwnic dochodziły również wieści, że niebezpiecznie jest iść do sklepów (jeszcze w styczniu była żywność na kartki), bo policjanci niemieccy wyłapywali z kolejek Polaków do kopania rowów fortyfikacyjnych.

Pewnego razu w piwnicy pojawiła się zbiegła z lagru moja ciocia M. razem z grupą współwięźniarek. Korzystając z pewnego zamieszania w czasie ewakuacji więźniów, podjęły ryzyko ucieczki i na Chrzanowskiej doczekały dnia wyzwolenia. Najbardziej utkwił mi w pamięci moment, gdy budynek od silnego wstrząsu zakołysał się i omal nie runął. Okazało się, że Niemcy uciekając, wysadzili most kolejowy. Wybuch był tak potężny, że kawałki żelastwa znajdowano później w promieniu pięciuset metrów.

Spodziewaliśmy się, że wkrótce nastąpi wysadzenie mostu obok zamku. A jednak ocalał. Jak do tego doszło, że - jak to zanotowano w kronice parafii Wniebowzięcia NMP - był pierwszym mostem, którego nie udało się wysadzić Niemcom od czasu Stalingradu? O tym dowiedziałem się wiele lat później...

...W tym miejscu pragnę przytoczyć tekst wiersza „Historia oświęcimskiego mostu" ks. Stanisława Dominy opublikowanego w „Chemiku" (nr 10 z 1998 r.). Przesłała go do redakcji p. Wanda Suska, która go recytowała na jednej ze szkolnych akademii przed pięćdziesięcioma laty. Wzruszające jest to, że przechowała go w swej pamięci niczym na kasecie przez tyle dziesięcioleci.

Z tym naszym mostem rozpiętym nad Sołą
Było już ciężko. I wcale wesoło.

Chórek: Naprawdę? Czemu? Chętnie posłuchamy...

Zatem słuchajcie:
Już u miasta bramy zwycięska armia
Już wolność i chwała
W krwawych kolorach jak grom nadciągała
Bomby, armaty, pożary, rakiety
Nad smutnym miastem zakwitły w bukiety.
Pieśnią radości z charczącej gardzieli
Ktoś wśród pasiaków ku niebu wystrzelił
Dreszcz ulgi wcisnął się do ciemnych schronów
Już prawie w mieście nie było Teutonów
Pachołków haseł i niemieckiej buty.
A most, białymi przęsłami nad Sołą rozpięty
- miał zginąć.

Lecz tak nie było. Znalazł się bohater
Miał stal w swych nerwach
Z twarzy patrzał wiosną
Podszedł do mostu, tuż pod drutów kratę
Halo! Kto idzie ? Szedł mimo okrzyków
Strugami wódki upoił strażników.
Potem nożyce chwycił w silne dłonie
i poprzecinał śmiercionośne druty
I most ocalał. I powieści koniec.

Chórek: A czy ten człowiek, prawdziwy bohater
Otrzymał za to należną zapłatę?

Tego już nie wiem
Lecz zdaje się wierzcie
Mało kto mówi o nim w naszym mieście
A przecież winien przed nami urastać
W postać niezwykłą. W bohatera miasta.
Jeśli sznur wieńców w dzień oswobodzenia
Składamy zmarłym dziś na ich cmentarze
Należy swoim ludziom poświęcenia
Nieść także hołdy w podzięce i darze.
O bohaterze! Cichy i nieznany
Przyjm dziś dziecięce serc naszych peany
A most nad Solą betonem białości
Niech śpiewa miastu o Twojej wielkości.

...Miałem szczęście poznać p. Lewińskiego i od niego dowiedziałem się, że był kierowcą czterech kolejnych niemieckich burmistrzów Oświęcimia. Ostatni z nich, nazwiskiem Butz, chełpił się wystawieniem luksusowego kino-teatru „Nur fur Deutsche" przylegającego do salezjańskiej świątyni. Ta chluba burmistrza wkrótce po otwarciu została dosłownie rozproszkowana w czasie największego bombardowania Oświęcimia we wrześniu 1944 roku. Burmistrz wsławił się wówczas złorzeczeniami kierowanymi pod adresem księży. Tenże rządca Oświęcimia na dwa tygodnie przed wejściem wojsk radzieckich uciekł z miasta, ale gestapo złapało go i z powrotem przywiozło do urzędu. Ukarano go aresztem domowym, do końca pilnował go gestapowiec. Wyjechał z ostatnią grupą Niemców opuszczających miasto. Podobno zginął koło Pszczyny w czasie oblężenia miasta.

Z dnia wyzwolenia zapamiętałem obraz ludzi biegnących do magazynu poniemieckiego przy dzisiejszej ulicy Górnickiego. Biegli, nie zważając na pociski niemieckie padające od strony lagru. Po latach zrozumiałem, że rabunek mienia to również niepisane prawo wojny, która demoralizuje.

W czasie, gdy polska ludność Oświęcimia z niepokojem oczekiwała końca wojny w związku ze styczniową ofensywą radziecką, bestialscy do końca esesmani przystąpili do ostatecznej, okrutnej ewakuacji i likwidacji obozu oraz zacierania śladów zbrodni...

... Na wystawie „40-lecie działalności Archiwum Państwowego w Oświęcimiu" (OCK listopad 1999 r.) zwracał uwagę dokument ukazujący Oświęcim tuż po wojnie. Było to sprawozdanie miesięczne sporządzone przez Zarząd Miasta dla starostwa (za czas do września 1945 r.). Szczególnie zafrapowały mnie dwa punkty sprawozdania: stan ludności oraz opinia nowych władz miasta o stosunku ludności do władz i urzędów oraz Armii Czerwonej. Z dokumentu wynika, że miasto zaraz po wojnie liczyło 7.304 mieszkańców, w tym 4.497 Polaków, 2.008 volksdeutschów, 186 Żydów, 68 Ukraińców, 33 Francuzów, 8 Rosjan i 4 Czechów.

Zdaniem Zarządu Miasta stosunek ludności do władz polskich był dobry, natomiast do Armii Czerwonej „pewna część ludności jest ustosunkowana do niej nieprzychylnie z uwagi na pewne nadużycia, które obecnie zmniejszyły się zupełnie".

Sądzę, że nadużycia, o których była mowa w sprawozdaniu, dotyczyły okresu działalności radzieckich ekip technicznych na terenie byłej IG Farben w Dworach. Oficjalne przekazanie przez Armię Czerwoną władzom polskim fabryki chemicznej w Dworach odbyło się 31 sierpnia 1945 r.

Ilu żołnierzy radzieckich padło w walkach o oswobodzenie Oświęcimia i okolic? Na zbiorowej mogile czerwonoarmistów znajdującej się na oświęcimskim cmentarzu parafialnym wyryto 112 nazwisk. Różne źródła podają inne liczby. Zapewne wielu padło bezimiennie. Sądzę, że tym, którzy zginęli żołnierską śmiercią w walce z Niemcami, winniśmy cześć i szacunek. To jest zgodne z naszą kulturą i tradycją:

A oni
Są na tej ziemi, gdzie mottem był drut kolczasty.
Krew żołnierskiego munduru
Dedykowali miastu.

Jan Ptaszkowski, Oświęcim 1999 r.

Jest to obszerny fragment z II wydania książki Jana Ptaszkowskiego „Opowieści spod zamkowej góry”, które ukaże się drukiem w marcu 2009 r.