"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 20    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Mikołaj Siemion (1891-1942)

27.04.2010

 

 

W dniu 21 kwietnia 2010 r. znany aktor Wojciech Siemion doznał poważnych obrażeń w wyniku wypadku drogowego w Ruszkach pod Sochaczewem. Trzy dni później, 24 kwietnia, zmarł warszawskim szpitalu. Jego postać jest bardzo znana w Polsce, natomiast mało kto ze współczesnych Polaków wie, kim był ojciec zmarłego tragicznie aktora – Mikołaj Siemion.

Mikołaj Siemion urodził się 28 sierpnia 1891 r. we wsi Ratoszyn na Lubelszczyźnie. Pradziadek Mikołaja walczył w powstaniu styczniowym, co przypłacił życiem powieszony przez Kozaków. W 1911 r. Mikołaj wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Z przekazów rodzinnych wiadomo, że wyjazd ten spowodowany był jego udziałem w zamachu na szefa policji carskiej w Lublinie, po którym, zagrożony aresztowaniem, zmuszony był uciekać. Na wieść o wybuchu wojny i utworzeniu przez Józefa Piłsudskiego Legionów Polskich wrócił do Europy. Dotarł do Kęt, gdzie po krwawej walce pod Łówczówkiem regenerowała swe siły I Brygada. Wraz z nią 28 lutego 1915 r. wyruszył na front. Walczył (w I pułku, I baonu, II kompanii I Brygady) do końca października tego roku. Zachorował wówczas i został umieszczony w szpitalu - najpierw we Włodzimierzu Wołyńskim, następnie w Rzeszowie i w Wiedniu.

Podczas pobytu w szpitalu w Rzeszowie pisał dziennik. Zapisywał w nim wydarzenia dnia codziennego, tytuły i krótkie recenzje, a czasem nawet ważne dla niego fragmenty przeczytanych książek (głównie powieści Żeromskiego, Makuszyńskiego), wiersze lub przyśpiewki ludowe, a także informacje o aktualnej sytuacji na froncie. Zanotował nazwy wszystkich miejscowości, przez które przesuwał się jego oddział. I rzecz ciekawa - kilkakrotnie pojawia się wśród nich nazwa Oświęcim. Przejeżdżał przez to miasto również w drodze do szpitala w Wiedniu. Zanotował wtedy w swoim dzienniku: „Teraz jadę po 9 miesięcznym pobycie w polu, po odbyciu całego szeregu bitw, po przejściu Królestwa Litwy i Wołynia. Jadę bom zachorował. Z pułku wyjechałem 24 października. 26 byłem w Kowlu z Kowla do Włodzimierza Wołyńskiego. (...) 1 listopada wyjechałem do Rzeszowa a 20 listopada z Rzeszowa do Wiednia. Dojeżdżamy do Oświęcimia. Obsiadły mnie wspomnienia jak rój pszczół kwitnącą akację. Bo też kwietne są moje wspomnienia. Wyjazd z Ameryki stanął mi przed oczyma, cała podróż, morze, okręt tak wspaniały, „Lusitania” już zatopiona przez niemiecką łódź podwodną. Anglia, znów podróż morzem do Norwegii, bardzo uciążliwa i niebezpieczna z powodu krążących wojennych okrętów niemieckich, burza morska i mgła. Brzegi Norwegii, (...) Kilka dni spędzonych w stolicy norweskiej, (...) Szwecja, znów podróż morska do Niemiec, pierwsze spotkanie z Niemcami (...) jazda przez Niemcy. Aresztowanie w Oświęcimiu. Teraz jadąc z pola walki w tym Oświęcimiu na stacji przesuwały mi się wspomnienia jak w kalejdoskopie. Nawet widziałem dom, w którym siedziałem jako więzień strzeżony przez austriackich żandarmów”.

Pisząc te słowa, prawdopodobnie przez myśl mu nie przeszło, że po upływie ponad dwudziestu lat, znów przybędzie do tego miasta, ponownie jako więzień, tym razem jednak obozu koncentracyjnego i będzie to miejsce jego ostatniego spoczynku.

Po opuszczeniu szpitala w marcu 1916 r. wyjechał do Lublina, gdzie wstąpił do POW i zajmował się pracą organizacyjną. 6 września tego roku w Ratoszynie zawarł związek małżeński z nauczycielką Apolonią Urban, a w roku następnym objął posadę nauczyciela we wsi Majdan Radliński. Kiedy wybuchła wojna polsko-rosyjska w 1920 roku został mianowany komendantem Związku Obrońców Ojczyzny (ZOO) na powiat Janów Lubelski, mający wykonywać zadania wywiadowcze i dywersyjne na tyłach wroga. Tę funkcję pełnił do października 1920 r., po czym wrócił do pracy nauczyciela. Zdawał sobie bowiem sprawę, jak ważne jest dla nowo powstałego państwa polskiego wykształcenie dzieci i młodzieży. Dał temu wyraz w swoim dzienniku, gdzie 15 listopada 1915 r. zapisał: „Dziś otwarto uniwersytet polski w Warszawie. Wszyscy są bardzo zadowoleni, z nadzieją patrzą w przyszłość, boć to wielki krok naprzód w życiu narodu polskiego, posiadanie własnego uniwersytetu z polskim wykładowym językiem. Wszystkie pisma w gorących słowach opisują uroczystość otwarcia uczelni. Jeszcze na polskiej ziemi toczy się wojna, jeszcze jest na niej krew, jeszcze wiatr nie rozwiał popiołów i zgliszcz, które ją pokryły, a oto nowe pędy polskiego życia wykwitły na polskiej ziemi. Z ducha poczyna się Polska odradzać. Moskale najpierw znieśli polskie szkoły, one pierwsze legły – one pierwsze powstają”.

W 1921 r. przeniósł się z rodziną do Krzczonowa, gdzie otrzymał odpłatnie działkę ziemi z parcelacji tamtejszego majątku za zasługi dla kraju w okresie I wojny światowej i rozpoczął pracę jako kierownik siedmioklasowej Szkoły Powszechnej. Starał się o szerzenie oświaty na wsi, dbał, aby każde dziecko miało jednakowy dostęp do nauki. Wychował młodzież w duchu idei w jakich sam wzrastał i przekazywał uczniom wartości, którymi sam się kierował w życiu. Dbał również o utrwalanie i rozpowszechnianie wśród młodzieży kultury ludowej tamtego regionu. Był cenionym nauczycielem w województwie lubelskim i bardzo lubianym przez młodzież - wymagający lecz wyrozumiały i sprawiedliwy.

Kontynuował również działalność polityczną, aktywnie działając w Polskim Stronnictwie Ludowym – Wyzwolenie, miał bliskie kontakty z Ireną Kosmowską, osobą bardzo zasłużoną dla ruchu ludowego w Polsce. Był członkiem Zarządu Okręgu POW, członkiem Zarządu Okręgu Związku Legionistów Polskich, członkiem Zarządu Powiatowego BBWR. To tylko nieliczne z pełnionych przez niego funkcji. Podnosił również własne kwalifikacje i w latach dwudziestych ukończył Wyższy Kurs Nauczycielski w Warszawie.

Dzięki jego staraniom w 1924 r. nadano szkole w Krzczonowie imię Stanisława Staszica i poświęcono sztandar szkolny, który jednakże zaginął w zawierusze wojennej; wykończono budynek tzw. „nowej szkoły”, a w 1937 roku położono kamień węgielny pod budowę nowego budynku szkolnego oraz zaczęto gromadzić materiał na budowę Uniwersytetu Ludowego. Wszystkie te poczynania przerwała wojna.

Już w pierwszych dniach okupacji hitlerowskiej Mikołaj rozpoczął działalność konspiracyjną. - „W dniach 12-14 września przebywała w Krzczonowie zdemobilizowana część oddziału pułkownika Leona Koca. I właśnie w związku z akcją ukrywania broni zdemobilizowanego oddziału zawiązano pierwszą komórkę konspiracyjną w Krzczonowie, do której weszli: Mikołaj Siemion kierownik szkoły, dwaj nauczyciele Józef Bara i Roman Zawadzki, Władysław Gułajewski, Antoni Woźniak. Broń z demobilu zakopano w sąsiedztwie posterunku policji, część w kryjówce nowobudowanego gmachu szkoły w Krzczonowie” – napisała córka Władysława Gułajewskiego, Danuta Gułajewska-Jabłkowska. Mikołaj Siemion pomagał również w wyrabianiu fałszywych dokumentów uciekinierom z krakowskiego i rzeszowskiego. Zaczął również werbować ludzi, głównie spośród byłych członków POW do Komendy Obrońców Polski (KOP), obejmującej gminy Krzczonów i Piotrków, którą kierował posługując się pseudonimem „Jan”. W pracy konspiracyjnej wspierała go żona, pełniąca rolę łączniczki. Należała również do Wojskowej Służby Kobiet (WSK).

W marcu 1940 r. został aresztowany po raz pierwszy. Podczas rewizji poszukiwano dokumentów, dostarczonych mu parę godzin wcześniej przez prowokatora. Na szczęście żona zdołała je niepostrzeżenie wyjąć i spalić w piecu. Przez sześć tygodni był więziony na Zamku w Lublinie. W tym czasie rodzina starała się o jego zwolnienie. Synowie zbierali podpisy pod listem-gwarancją wśród miejscowych gospodarzy, którzy wstawiali się za swoim nauczycielem. Być może list ten przyczynił się w pewnym stopniu do jego zwolnienia. Po powrocie do domu nie zaprzestał działalności konspiracyjnej.

29 listopada 1940 r. został ponownie aresztowany w szkole. Próba ucieczki, którą podjął, nie powiodła się. Oddane przez żandarma strzały były celne, został ranny i ujęty. Ponownie przewieziono go do więzienia na Zamku w Lublinie, gdzie został umieszczony w szpitalu. Tam również zachorował na tyfus. Pomimo choroby przewożono go na przesłuchania, z których wracał bestialsko pobity. Mimo to znajdował jeszcze siły na deklamowanie wieczorami współwięźniom w celi wierszy znanych poetów, a znał ich wiele. Po latach jeden ze współwięźniów opowiadał Wojciechowi Siemionowi, że były to dla nich niezapomniane chwile.

Z więzienia pisał listy do rodziny. W ostatnim liście zawarł jakby przesłanie dla dzieci na przyszłość. „Moi synkowie! Dożyliśmy bardzo ciężkich czasów – łamią się ludzie i człowiek nic nie znaczy, a jednak wszystko można stracić, ale nie wolno stracić stałości charakteru. Stałość daje ci cel, a charakter powstrzymuje od upadku i upodlenia. Tego szczególnie teraz mamy dużo, ale wszystko przemija, a poświęcenie i charakter zawsze będzie górą. Musicie się obliczyć, co robić i jak, aby można przetrwać. Mama niech będzie waszym ukochaniem. Trzeba Wam dużo zrozumieć i dużo pracować, aby nie zginąć. Poprzestawać na małym, ale swoim, niż żądać pomocy od ludzi. Swoim rozumem, sercem i pracą się kierować – swojej krzywdy ustąpić, ale nikomu krzywdy nie wyrządzić. To się mści. Bądźcie zawsze dobrymi i przykładnymi chłopcami, bo was na to stać i tego dzisiaj potrzeba. Trzeba dać przykład jak szanować siebie i wszystko co nasze. W zgodzie trwać, pomagać sobie, razem iść – Bądźcie sobie prawdziwymi braćmi. Ja jak wytrzymam radował się będę z wami. Całuję was serdecznie. Tatuś.” Po ośmiomiesięcznym pobycie w więzieniu, 30 lipca 1941 r. Mikołaj Siemion został przewieziony do KL Auschwitz i oznaczony numerem 19846.

W nieludzkich warunkach panujących w obozie przetrwał ponad rok. Został rozstrzelany 28 października 1942 r. w egzekucji pod Ścianą Straceń, w której zginęło około 280 więźniów przywiezionych w latach 1941-1942 z dystryktów lubelskiego i radomskiego, w odwet za sabotaż i akcje partyzanckie na terenie Lubelszczyzny.

28 października 2009 r. w Lublinie odbyła się promocja „Księgi Pamięci” poświęconej transportom Polaków przywiezionym do KL Auschwitz z Lublina. Uroczystość tę uświetnił swoją obecnością Wojciech Siemion, który zaprezentował obecnym fragment „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza – „Koncert Jankiela”, który Jego Ojciec wieczorami recytował współwięźniom w celi lubelskiego więzienia.

5 czerwca 2010 r. odbędzie się uroczystość nadania imienia Mikołaja Siemiona szkole w Krzczonowie, której był wieloletnim kierownikiem. W tej uroczystości Wojciech Siemion nie weźmie już udziału.

Jadwiga Dąbrowska