"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 21    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli Skazani za jednego uciekiniera

12.10.2010

 

 

Akt rozpaczy

Podczas pracy karnej kompanii na terenie żwirowni koło „Theatergebäude”, czyli tzw. budynku teatru, uciekł 1 września 1941 r. jeden z więźniów. Był nim dwudziestosześcioletni Jan Nowaczek pochodzący z okolic Radomia, z zawodu młynarz. Przywieziono go do KL Auschwitz 9 stycznia 1941 r. w transporcie więźniów z Radomia i oznaczono numerem 8488. Jego ucieczka stanowiła akt rozpaczy, gdyż śmiertelność w karnej kompanii była bardzo wysoka a pobyt w niej równoznaczny z wyrokiem śmierci.

Ucieczka na rowerze

W dniu, w którym Jan Nowaczek zbiegł z obozu, dwudziestu więźniów karnej kompanii wydobywało żwir koło Theatergebäude. Pilnujący ich esesman zapytał, czy któryś z nich potrafi naprawić rower. Zgłosił się Nowaczek. Esesman polecił mu dokonać naprawy i zamknął go w swoim pomieszczeniu, gdzie znajdował się rower. Więzień szybko uporał się z wykonaniem polecenia i postanowił skorzystać z nadarzającej się okazji do ucieczki, jaką stanowił nie tylko rower, ale również mundur SS wiszący w stalowej szafie. Nowaczek otworzył ją narzędziami służącymi do naprawy roweru i nie zdejmując pasiaka nałożył na siebie mundur, w którego kieszeni znalazł pistolet. Za chwilę wsiadł na rower i nie niepokojony przez nikogo wyjechał poza strefę interesów obozu.

Błaganie o pomoc

Zbiegły więzień dotarł szczęśliwie przez Grojec do Poręby Wielkiej, gdzie zsiadł z roweru i wszedł do pierwszego z brzegu domu. Miał szczęście, że natrafił na gospodarstwo zamieszkałe przez Polaków, a nie osiedleńców niemieckich, których dużo było w okolicy.

Jan Nowaczek trafił do domu Wawrzyńca Kuliga, który mieszkał z żoną Franciszką i trojgiem małych dzieci. Wawrzyńca nie było w domu, gdyż pracował z żoną Franciszką i jej matką, Wiktorią Żmudą, przy koszeniu owsa w sąsiedniej wsi Polanka Wielka. Przed domem Kuligów bawił się ich pięcioletni syn, Franciszek. Uciekinier Nowaczek, w mundurze esesmana, zapytał chłopca czy mógłby zaprowadzić go do ojca. Nim zaskoczony Franciszek zdołał cokolwiek odpowiedzieć, rozległ się warkot silnika ciężarowego samochodu, którym zwykle jeździła niemiecka policja. Przerażony Nowaczek, nie czekając na odpowiedź chłopca, porzucił rower w rosnących obok krzakach i wskoczył do wnętrza domu, w którym była ciotka gospodarzy, Magdalena Kwałek. Zgodziła się ona wprawdzie na przyjęcie zbiega, ale odczuwała ogromny strach mając świadomość, że poszukujący go esesmani dotarli już do Poręby Wielkiej. Na szczęście nie przeszukiwali oni zabudowań tylko zwracali uwagę na drogę i zagajniki.

Kiedy najstarsza córka, Stefania powiadomiła rodziców, że ciotka Kwałek ukryła „takiego, co uciekł z lagru”, Franciszka Kulig natychmiast poszła do domu, a jej mąż wrócił dopiero wieczorem po zakończeniu prac żniwnych. Zbieg był już ukryty w stodole i gdy zobaczył gospodarza rzucił mu się na szyję i zaczął prosić o cywilne ubranie, pieniądze, żywność oraz o wskazanie dalszej drogi ucieczki. Wawrzyniec Kulig odpowiedział, że jego obowiązkiem jest mu pomóc.

Pomoc dla uciekiniera

Jan Nowaczek umył się i przebrał w cywilne ubranie, które Franciszka Kuligowa przeszyła dopasowując je do jego figury. Franciszka zapamiętała, że jej mąż wyprowadził Nowaczka około godziny drugiej w nocy z domu i wyjaśnił mu w jakim kierunku powinien iść, żeby przedostać się do Generalnego Gubernatorstwa. Na drogę uciekinier otrzymał trochę pieniędzy oraz żywność. Zapewniał, że żywy nie da się ująć prześladowcom i w ostateczności zastrzeli się z posiadanego pistoletu.

Osadzenie w bloku nr 11

Od wydarzeń tych minęło dziewięć miesięcy. Kuligowie byli przekonani, że ucieczka powiodła się Nowaczkowi i że przebywa on w bezpiecznym miejscu na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Stało się jednak inaczej. Po kilku miesiącach Nowaczek został schwytany prawdopodobnie w Starachowicach lub Radomiu i przewieziony ponownie do KL Auschwitz, gdzie osadzono go 29 kwietnia 1942 r. w bunkrze bloku nr 11. Podczas śledztwa, prowadzonego przez obozowe gestapo, zupełnie się załamał i wskazał osoby, które okazały mu pomoc.

Śledztwo

Przed zabudowaniami Kuligów w Porębie Wielkiej zatrzymał się 15 maja 1942 r. samochód. Najpierw wysiadł z niego jeden esesman i trzymając w ręku teczkę wszedł do wnętrza domu, w którym zastał Franciszkę Kulig z dziećmi. Zapytał ją po polsku, czy może u niej kupić mleko. Kiedy otrzymał odmowną odpowiedź, zaczął interesować się, gdzie przebywa jej mąż. Poinformowała go, zgodnie z prawdą, że pojechał do kopalni „Brzeszcze” kupić węgiel. Za chwilę esesmani, którzy przyjechali samochodem razem z tym pierwszym, polecili wysiąść z niego jakiemuś cywilowi. Został on wprowadzony do mieszkania Kuligów. Padło pytanie, czy Franciszka Kulig zna tego człowieka. Zaprzeczyła, ale kiedy cywil zaczął szczegółowo opowiadać, jak wszedł do sieni, gdzie spał, przebierał się i co otrzymał na drogę, poznała go. To był Nowaczek. Na jego ciele widoczne były ślady licznych uderzeń. Esesmani zaczęli bić właścicielkę domu biczami, mimo że była w zaawansowanej ciąży, kopać ją, grozić rewolwerem i zmuszać do przyznania się do pomocy udzielonej kilka miesięcy temu Nowaczkowi. Kiedy płacząc stanowczo temu zaprzeczała, przeprowadzono dokładną rewizję w domu, w stodole i stajni, usiłując odnaleźć rower, na którym uciekinier przyjechał do Poręby Wielkiej. Franciszka Kulig wiedziała, że roweru tego esesmani w ich obejściu nie znajdą. W odnalezieniu pomógł im jednak przypadek.

Porzucony rower

Porzucony przez Nowaczka rower Kuligowie zakopali w pobliżu swojej stodoły wkrótce po udzieleniu pomocy uciekinierowi i jego odejściu z ich domu. Rower był jednak dość płytko ukryty w ziemi. Odkopał go, w miejscu wskazanym przez ciotkę gospodarzy Magdalenę Kwałek, Ludwik Magiera, mąż siostry Franciszki Kulig, Stefanii, a następnie zabrał do swojego domu i rozebrał na części.

Podczas rewizji w zabudowaniach Kuligów esesmani dopytywali się szczególnie o ten rower i mundur esesmański, który Franciszka popruła i przefarbowała. Rozmowę tę podsłuchał syn sąsiada Kuligów, Czesław Brombosz. Źle ją zrozumiał i sądził, że esesmani odbierają mieszkańcom Poręby Wielkiej rowery. Wsiadł natychmiast na swój rower i pojechał do Stefanii i Ludwika Magierów, żeby im o tym powiedzieć. Odjeżdżającego zauważył stojący przy drodze kierowca samochodu. Powiadomił o tym dwóch pozostałych funkcjonariuszy obozowego gestapo. Wepchnęli oni Franciszkę Kulig oraz Jana Nowaczka do samochodu i po uruchomieniu silnika ruszyli w pościg za chłopcem, który zdążył już zniknąć z pola ich widzenia. Ślady pozostawione przez koła roweru doprowadziły jednak ścigających do zabudowań Ludwika Magiery. W domu była tylko żona gospodarza, Stefania, gdyż on sam pracował w tym czasie w Czechowicach-Dziedzicach. Po bardzo dokładnej rewizji w zabudowaniach esesmani odnaleźli części poszukiwanego roweru. Nie zwlekając ani chwili, umieścili Stefanię Magierę w samochodzie obok siedzącej w jego wnętrzu Franciszki Kulig. Za chwilę pojazd z aresztowanymi siostrami i Nowaczkiem ruszył w kierunku Brzeszcz.

Nieudane aresztowanie

Esesmani chcieli po drodze ująć Wawrzyńca Kuliga jadącego konnym wozem z węglem zakupionym w kopalni „Brzeszcze”. Nigdzie go jednak nie spotkali, a w kopalni powiedziano im, że nikt o takim nazwisku węgla u nich nie kupował. Rozzłoszczeni zaczęli bić biczem po nogach aresztowaną Franciszkę, ale ta nie wyjawiła im, że mąż miał dokonać zakupu nie na swoje nazwisko.

„Przejeżdżając przez Grojec – relacjonowała Franciszka Kulig – zauważyłam nasz wóz, ale nie było na nim mojego męża. Końmi powoził jego bratanek, Jan Kulig i syn sąsiada, Franciszek Dominiec, którzy byli wówczas ludźmi bardzo młodymi. Mąż zbiegł dzięki ostrzeżeniu przez Franciszka Domińca. Esesmani aresztowali obydwóch i zabrali ich razem z nami”.

Samochód ruszył w kierunku obozu macierzystego w Oświęcimiu, natomiast wóz załadowany węglem zabrał z parą koni miejscowy inspektor niemiecki, który zwrócił go dopiero po długotrwałych staraniach trwających ponad rok.

Były więzień KL Auschwitz, Ludwik Banach, twierdzi, że Nowaczek wskazał w sumie sto dwadzieścia osób, które za udzielenie mu pomocy zostały uwięzione w obozie. Liczba ta wydaje się przesadzona, niemniej można ustalić z całą pewnością, że tylko z Poręby Wielkiej aresztowano 15 maja 1942 roku za pomoc uciekinierowi i osadzono w bunkrach bloku nr 11: Franciszka Domińca i Jana Kuliga oraz Franciszkę Kulig i jej siostrę Stefanię Magierę.

Inne aresztowania

W wyniku zeznań Jana Nowaczka został także prawdopodobnie aresztowany ks. Franciszek Paciorek, dwudziestoośmioletni wikary z parafii w Spytkowicach koło Zatora, który zginął w KL Auschwitz 5 marca 1943 r. Można również przypuszczać, że związek z tą sprawą miało osadzenie w obozie wójta gminy Brzeźnica, Kazimierza Meresa i sołtysa Lipowej, Stanisława Dzierwy. Z zachowanych aktów zgonu wynika, że pierwszy z nich zginął w obozie 25 lutego 1943 r., a drugi – nieco wcześniej – bo 15 lutego tego samego roku.

Franciszek Dominiec osadzony był w podziemiach bloku nr 11 w tej samej celi, co Jan Nowaczek. Zapamiętał, że esesmani wywozili Nowaczka w teren, gdzie wskazywał on im dalsze osoby, które pomogły mu kiedyś w ucieczce. Kiedy w rozmowie z nim pytał, po co to robi, ten nie ukrywał, że chce w ten sposób przedłużyć sobie śledztwo i stworzyć możliwość przeżycia obozu.

Bohaterski czyn

Mąż Franciszki Kulig, Wawrzyniec próbował się początkowo ukrywać, ale po kilku dniach zgłosił się 24 maja 1942 r. dobrowolnie do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 41623. Przed pójściem do obozu pożegnał się ze swoimi dziećmi i teściową, Wiktorią Żmudą, której powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż idzie do obozu na pewną śmierć. Zdecydował się jednak na ten czyn mając nadzieję, że zdoła w ten sposób uratować życie swojej żony, nienarodzonego syna oraz bratanka Jana Kuliga i Franciszka Domińca, dzięki którym uniknął aresztowania. Rzeczywiście, obydwaj zostali zwolnieni z bunkra bloku nr 11 po dziesięciu tygodniach uwięzienia, natomiast Franciszka Kulig odzyskała wolność zaraz po zgłoszeniu się jej męża do obozu. W dniu 5 czerwca 1942 r. urodziła syna, któremu nadała, na cześć ojca, imię Wawrzyniec. Dziecko było bardzo wątłe, a matka po jego urodzeniu, długo chorowała.

Egzekucje pod Ścianą Straceń

Wawrzyniec Kulig został rozstrzelany pod Ścianą Straceń w dwa miesiące później, 11 sierpnia 1942 roku. Kiedy prowadzono go na śmierć obok okienka celi, w której w podziemiach bloku nr 11 uwięziony był jego bratanek Jan Kulig, zdążył krzyknąć: „Żegnaj Jasiu i pożegnaj krewnych, nie zobaczymy się już, bo idę na ś...”. Nie dokończył, bo stojący obok esesman uderzył go kolbą.

Stefanię Magierę i Jana Nowaczka rozstrzelano pod Ścianą Straceń 27 sierpnia 1942 r. O śmierci męża, a później siostry zawiadomiono Franciszkę Kulig na posterunku niemieckiej policji w sąsiedniej miejscowości Polanka Wielka.

Przeżyli wojnę

Ludwik Magiera przeżył wojnę, podobnie jak Franciszek Dominiec oraz Jan Kulig. Ten ostatni został wkrótce powołany do odbycia służby wojskowej i zmarł, jako żołnierz Wojska Polskiego, prawdopodobnie w wyniku obrażeń doznanych w walce z oddziałem Ukraińskiej Armii Powstańczej /UPA/ w Bieszczadach.

Po wojnie Franciszka Kulig nadal mieszkała w swoim rodzinnym domu w Porębie Wielkiej koło Oświęcimia, gzie zmarła 10 grudnia 2001 r., mając 94 lata.

Adam Cyra