"Lepsze sto druhów niźli sto rubli w kalecie" (rosyjskie)
Gości on-line: 24    
 
  19 października 2017 - wschód: 7:10, zachód: 17:44
  Imieniny obchodzą: Piotr, Michał, Ziemowit
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli ''Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać...''

01.12.2010

 

 

Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na jednej z mogił znajduje się napis: „Śp. Stanisław Dydo, ur. 23.02.1922, zm. 27.11.1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”.

Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie jego ojciec Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam z żoną Emilią, która była także nauczycielką, aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców.

Karol Dydo stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo wśród nauczycieli Ziemi Oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w KL Mauthausen. Wdowa po nim, Emilia Dydo, otrzymała od władz niemieckich zawiadomienie, że może przyjechać do KL Mauthausen w celu zobaczenia ciała męża przed spaleniem w obozowym krematorium. Wybrała się w podróż do Austrii ze znajomym kolejarzem. Po przyjeździe do obozu esesmani pokazali jej w pomieszczeniu obok krematorium ciało męża owinięte prześcieradłem. U stóp zmarłego złożony był wieniec, a na jego twarzy widoczna była zakrzepła krew. Przedstawiciele władz obozowych złożyli Emilii Dydo kondolencje, informując ją obłudnie, że schorowanego męża mimo troskliwej opieki, jaką roztoczono nad nim w szpitalu, nie udało się utrzymać przy życiu. Równocześnie pogrążoną w bólu wdowę poinformowano, że za odpowiednią opłatą po dokonaniu kremacji, prochy Karola Dydo mogą zostać przesłane rodzinie, na co Emilia Dydo wyraziła zgodę. Wkrótce z obozu w Mauthausen nadeszła urna z prochami i odbyły się uroczystości pogrzebowe na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu z udziałem licznie zgromadzonych mieszkańców miasta oraz okolic. Pogrzeb przekształcił się w cichą manifestację przeciwko zbrodniczej działalności okupanta.

Po kilku miesiącach mieszkańcy Babic zostali wysiedleni w związku z powstaniem i rozbudową KL Auschwitz. Babice musiała także opuścić Emilia Dydo wraz z trzema córkami: Ireną, Marią i Zofią oraz synem Stanisławem. Przez pewien czas mieszkali w Oświęcimiu, gdzie Stanisław Dydo pracował w drogerii Romana Kwiatkowskiego jako laborant-fotograf.

W tym czasie został zaprzysiężony jako członek Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), kolportował prasę podziemną i gromadził broń. Wiosną 1941 r. Emilia Dydo wraz z dziećmi została z Oświęcimia przesiedlona do Rzeszowa, skąd pozwolono im udać się w rodzinne strony nieżyjącego już Karola Dydo do Ropczyc, gdzie Stanisław Dydo wznowił działalność konspiracyjną w ZWZ/AK na terenie powiatu dębickiego. Równocześnie ukończył konspiracyjną podchorążówkę, wcześniej zdając na tajnych kompletach maturę, której z powodu wojny nie zdążył złożyć w Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu.

Był dowódcą plutonu dywersyjnego Placówki Ropczyce w Obwodzie AK Dębica. Posługiwał się pseudonimem „Steinert”. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych na tamtejszym terenie, awansując do stopnia podporucznika.

W marcu 1945 r. wyjechał do Krakowa i został studentem Studium Wychowania Fizycznego UJ, gdzie od września tegoż roku rozpoczął działalność w konspiracyjnej organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Z Krakowa zmuszony był, podobnie jak inni jego koledzy i przełożeni z Armii Krajowej, wyjechać do Wrocławia, aby tam schronić się przed represjami ze strony Urzędu Bezpieczeństwa (UB).

Mimo grożącego mu wciąż niebezpieczeństwa, włączył się tam w reorganizację i tworzenie Obszaru Zachodniego WiN. Jednocześnie był studentem Uniwersytetu Wrocławskiego na Wydziale Prawno-Administracyjnym i kierownikiem Sekcji Lekkoatletycznej Akademickiego Zrzeszenia Studentów (AZS).

Pod koniec 1947 r. aresztowano go, a następnie w procesie działaczy Zarządu Okręgu Wrocław WiN skazano na śmierć. W dniu 21 listopada 1948 r. w ostatnim liście do najbliższej rodziny pisał: „Dużo i często myślę o Was i nie tracę nadziei, że jeszcze do Was powrócę”.

Tydzień później Stanisław Dydo został zamordowany w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. Razem z nim zginęło trzech innych członków kierownictwa okręgu wrocławskiego WiN: mjr Ludwik Marszałek ps. "Zbroja", Władysław Cisek ps. "Rom” i por. Jan Klamut ps. "Górski". Trzy miesiące potem matka Stanisława Dydy napisała do wdowy po Władysławie Cisku: "Widziałam się ze spowiednikiem naszych Biedaków. Pocieszał mnie, że oni na pewno już w niebie, bo umierali jak święci, że śmierć mieli zaszczytną. Mój Staś nigdy nie płakał, ale po spowiedzi płakał i wołał: "Mamo, mamusiu, zostaniecie same!" A potem już spokojnie stanęli pod murem, nie pozwolili sobie oczu zawiązywać ani się nie odwrócili. Tak zginęli nasi Biedacy Najdrożsi".

Z kolei Zofia Petryka, siostra Stanisława Dydy, mieszkająca dzisiaj w Ropczycach, napisała po latach: „Proces trwał długo, gdyż sądzono kilkadziesiąt osób. W żadnej gazecie nie było wzmianki o przebiegu rozpraw. (...) W grupie, w której sądzony był mój brat, czterech otrzymało karę śmierci. Rozstrzelano ich 27 listopada 1948 r.”

Tragiczne losy Karola i Stanisława Dydów nie mogą być zapomniane. Powinny one być ostrzeżeniem przed ludobójstwem, bezprawiem i okrucieństwem systemów totalitarnych.

Adam Cyra