"Nie warto mierzyć dymu" (malajskie)
Gości on-line: 25    
 
  22 października 2017 - wschód: 7:15, zachód: 17:39
  Imieniny obchodzą: Halka, Filip, Przybysław
pokaż wszystkie

Cudze chwalicie ... czyli O człowieku, który ziścił dziecięce marzenia

03.12.2007

 

 

Mając dziewięć lat zapragnął zbudować swój własny samolot. W wieku 70 lat jego marzenie się spełniło.

Przygoda z lotnictwem p. Stanisława Cichonia bierze początek w roku 1940. - Miałem wówczas dziewięć lat – wspomina p. Stanisław – na łące w Brzezince, w miejscu gdzie dziś stoi fabryka OMAG, na moich oczach awaryjnie wylądował niemiecki samolot. Podbiegłem do niego i oglądałem maszynę ze wszystkich stron. Wspaniały dwupłatowiec. Wówczas zrodziło się marzenie o własnym samolocie, zapałałem miłością do lotnictwa.

To przyniosło fascynację modelarstwem, spadochroniarstwem i szybownictwem. Będąc uczniem Technikum Chemicznego w Oświęcimiu, zapisał się na kurs pilotażu szybowcowego. Ukończył go w Malborku w roku 1950. Przez kolejna lata swą pasję latania realizował w bielskim aeroklubie na lotnisku w Aleksandrowicach. Był pilnym uczniem, wkrótce też zdobył Srebrną Odznakę Szybowcową. Próbował skoków spadochronowych, rozpoczął też szkolenie na samolotach. Marzenie o własnym samolocie ciągle jednak w nim tkwiło. Interesowała go budowa szybowców, był więc częstym gościem Bielskich Zakładów Szybowcowych. Żaden szczegół budowy nie umknął jego uwagi. Niestety dobrze zapowiadającą się karierę lotniczą przerwał w roku 1955 brzemienny w skutkach wypadek motocyklowy. Po nim musiał na jakiś czas porzucić marzenia o lataniu.

Fascynacja podniebnymi maszynami nie minęła. Po wypadku p. Stanisław poświęcił się modelarstwu, w czym pierwsze kroki stawiał będąc uczniem podstawówki na dworcu. Skorzystał z propozycji dyrektora Zakładowego Domu Kultury p. Jerzego Wróblewskiego i stworzył ośrodek modelarski dla młodzieży. Posiadał uprawnienia instruktora modelarstwa, więc pracę rozpoczął od razu. Tamte lata wspomina p. Stanisław z sentymentem i dumą. On sam i pięciu jego wychowanków znalazło się kadrze narodowej na międzynarodowe zawody modelarskie. Wielu innych wracało z podobnych zawodów z sukcesami. Trudno wymienić wszystkie ich osiągnięcia, bo przez 20 lat istnienia modelarni przy ZDK uzbierało się ich sporo. Mieszkańcy Oświęcimia do dziś pamiętają młodych zapaleńców, którzy na łąkach przy ulicy Zaborskiej sprawdzali swe modele latające czy pływające modele na jeziorze Kruki. Pan Stanisław Cichoń jest też pomysłodawcą Mistrzostw Polski Południowej Motolotniarzy, jakie kilkakrotnie odbywały się w Oświęcimiu. Był organizatorem zawodów latawców i modeli latających, lokalnych i wojewódzkich. We współpracy z ZG LOK zorganizował w Oświęcimiu Mistrzostwa Polski Modeli Pływających.

Swą modelarską pasją zaraził własne dzieci. Syn Jarosław już w wieku 6 lat zaczął ojcu pomagać w modelarni. Za swe prace przywoził później złote medale Mistrzostw Polski a także srebrny medal Mistrzostw Świata. Dziś już dorosły, od kilku lat mieszka w Afryce Południowej, nie porzucił jednak modelarstwa, którym z kolei zainteresował się jego syn – wnuk p. Stanisława. Wspólnie z ojcem w chwilach wolnych, dla przyjemności konstruują modele samolotów.

Przez jakiś czas nawet córka p. Stanisława Bożena zainteresowała się modelami żaglowymi. Przed laty jednak poświęciła się bezgranicznie tańcowi ludowemu, najpierw w zespole Hajduki a obecnie wraz z mężem i dwójką dzieci występuje w zespole ludowym działającym przy oświęcimskim Oddziale Związku Podhalan.

Nigdy nie porzucił planów budowy własnego samolotu. Jednak w tamtych latach samolot kojarzył się władzom z ucieczką z kraju – trzeba było odłożyć plany na później.

Do dziś p. Stanisław nie wie jak to się stało, że modelarnia przy ZDK przestała działać – komuś widocznie przeszkadzała, po 20 latach działalności. To był prawdziwy cios i zawód. - Przez następne dwa lata nie robiłem nic – wspomina p. Stanisław – na szczęście dyrektor ZSZ Towarzystwa Salezjańskiego ks. Stanisław Urbańczyk, poprosił mnie o poprowadzenie modelarni dla jego uczniów. Przystałem. Kiedyś wspomniałem księdzu Dyrektorowi o swym marzeniu – budowie samolotu. Byłem zachwycony jego przychylną reakcją. Od razu więc zabrałem się do pracy. Był rok 1994.

Kolejne lata to codzienna wielogodzinna praca. Był już wówczas na emeryturze. W Zakładach Chemicznych Oświęcim pracował do końca 1985 r, kiedy ze względów zdrowotnych komisja lekarska skierowała go do pracy w SIMECH-u, skąd po pięciu latach przeszedł na emeryturę. Wychodził z domu rano, wracał wieczorem. Wszystkie oszczędności szły na budowę samolotu. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu modelarskiemu, budowa nie nastręczała trudności. Zbudowany na bazie dokumentacji amerykańskiego samolotu J-3 Kitten, „Kiciuś”- bo tak można przetłumaczyć jego nazwę, był gotowy po 5 latach harówki.

Rok 1999 i pierwsze próby lotu na lotnisku Aeroklubu Śląskiego w Katowicach, przeprowadzone przez pilota doświadczalnego mgr inż. Krzysztofa Kuźmińskiego, wykazały, że „Kiciuś” ma za słaby silnik. Zamontowanie mocniejszego wymagało przebudowy łoża. maski silnika, i nowego śmigła. Trwało to następne dwa lata ale warto było.

W sierpniu 2001 r wzmocniony „Kiciuś” stanął znów na lotnisku. Choć serce się rwało, p. Stanisław nie mógł zasiąść za sterami swej maszyny, dopóty oblatywacze nie wydali swej opinii na jej temat. A ta brzmiała – „Samolot udany, łatwy i poprawny pilotażowo, o dobrych osiągach. Kwalifikuje się do zarejestrowania w kategorii Specjalny”.

Tak konstruktor wspomina tamte wydarzenia: kiedy oblatywacz wysiadł z samolotu, podszedł do mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Zrobiło mi się gorąco, myślałem o najgorszym a on wyciągnął do mnie rękę i powiedział – gratuluję, wspaniały samolocik.

Marzenie oświęcimianina, by móc latać na skonstruowanym przez siebie samolocie spełniło się w listopadzie 2001 r. Pan Stanisław miał wtedy 70 lat. - Jestem dumny, że udało mi się tego dokonać – mówi – trudno opisać uczucia gdy usiadłem za sterem mojego samolotu Mimo wielu lat przerwy w lataniu, gdy oderwałem go od ziemi przekonałem się, że ”Kiciuś” to rzeczywiście wspaniały samolot. Po wylądowaniu czułem się młodszy o 30 lat. Byłem wówczas najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

„Kiciuś” ma rozpiętość skrzydeł 10,15 m, waży 187 kg, kadłub wykonany jest ze stali lotniczej, skrzydła z drewna. Wszystkie elementy samolotu p. Stanisław wykonał sam, jedynie wykonanie dźwigarów do skrzydeł i spawanie konstrukcji stalowej kadłuba i usterzenia (zgodnie z przepisami) konstruktor musi powierzyć Zakładom Lotniczym w Krośnie. Paliwa wystarcza na pokonanie 250 km. osiąga prędkość nawet 140 km/godz. Można się nim wzbić na wysokość 1,5 km, jednak przepisy dla tej klasy samolotów pozwalają na lot maksymalnie na wysokości 400 m. Bardzo szybko potrafi oderwać się od ziemi, do startu wystarczy w miarę równa łąka.

Pan Stanisław mimo, że osiągnął swój życiowy cel, spełnił marzenie, nie zamierza spocząć na laurach. Myśli o kolejnej konstrukcji. Pomimo, że dokonał wielkiej rzeczy, zdobył uznanie w gronie lotników, jego osiągnięcia w rodzinnym mieście nie nabrały rozgłosu. Jest z pewnością wiele osób realizujących przez lata swe marzenia, ale robią to jakby niezauważenie, nie chwaląc się swymi sukcesami. Takim pasjonatem całe swe życie był p. Stanisław Cichoń. A dzień dzisiejszy? Od szkoły podstawowej interesował się modelarstwem, prowadził w swym życiu wiele pracowni dla dzieci i młodzieży, zbudował niezliczoną ilość modeli, zdobył ogromną liczbę medali na najważniejszych światowych imprezach i dzisiaj także, mimo sędziwego wieku, uczy młodzież jak budować modele i ziszczać swe młodzieńcze marzenia.

Włodzimierz Liszka

Oświęcim, sierpień 2007 r.