"Nie warto mierzyć dymu" (malajskie)
Gości on-line: 25    
 
  22 października 2017 - wschód: 7:15, zachód: 17:39
  Imieniny obchodzą: Halka, Filip, Przybysław
pokaż wszystkie

Cudze chwalicie ... czyli Legenda o orle i jego przyjacielu

01.01.2008

 

 

Oświęcim też swoje legendy ma... Oto jedna z nich:

Dawno, dawno temu, nad rzeką Sołą stał niewielki gródek drewniany. Otoczony palisadą z bierwion zaostrzonych u góry, wewnątrz mieścił kilka chat do spania, jedną dużą, w której spożywano wspólne posiłki i kilka pomniejszych różnego przeznaczenia. Od wschodu koło gródka stało kilka chat – rybaków, myśliwych i rolników. Zachodnia strona Soły porośnięta była puszczą aż po horyzont. Przez rzekę przerzucony był most...

Janko, syn gospodarza grodu z rodziny Piastów, był chłopcem wyrośniętym, skorym do żartów, wszędobylskim i zamiłowanym myśliwym. Kochał puszczę a ona odwzajemniała mu się swymi nieprzebranymi darami natury. Każdą wolną chwilę spędzał w puszczy.

O brzasku pewnego letniego dnia Janko wyruszył do puszczy. - Uważaj na siebie, puszcza jest sroga – upomniał syna ojciec. - Oj, Tatko, nic mi nie będzie – odparł i popędził z wiernym psem Borsukiem na drugą stronę rzeki. Przez plecy przełożony miał łuk a do pasa przytroczony krótki mieczyk, rodowy znak Piastów. Chłód poranka i ciemna toń puszczy przyjęła swego myśliwego. Zrazu zapomniał o niebezpieczeństwach puszczy – pochłonęła go przyroda. Dotykał kilkusetletnie drzewa, pochylał się nad maleńkimi jagodami, to znów podnosił wzrok do góry i śledził lot ptaków.

Daleko w głębi puszczy, o pół dnia drogi od gródka, wśród rozlewisk rzeki Wisły, na wysokim drzewie wypatrzył kiedyś gniazdo orła, „króla puszczy”. Podobał mu się ten ptak – olbrzymi z rozłożonymi skrzydłami, dostojny gdy siedział na drzewie a bystry wzrok i mocny zakrzywiony dziób dodawały mu wojowniczości. Dochodząc do drzewa, na którym mieściło się gniazdo orłów, usłyszał ostry krzyk dorosłych ptaków. - Coś się stało w gnieździe – pomyślał – lecz przecież orły nie boją się niczego. Zagadka wyjaśniła się szybko. Pies Borsuk odnalazł nieopodal drzewa młode, opierzone już pisklę, które wypadło z gniazda przy pierwszych próbach lotów. Wziąwszy go na ręce sprawdzał co się stało, Ptak delikatnie dziobał go w rękę, jakby przeczuwał, że Janko chce mu pomóc. Na ziemi czekała go niechybna śmierć z głodu o ile wcześniej nie zjadłyby go inne drapieżniki. Miał złamane skrzydło. Janko splótł z trawy cienki pasek, podłożył patyk i okręcił złamane miejsce. Usztywnił go, pozostało tylko czekać aż się zrośnie. A to trwało kilka tygodni. Zdecydował, że zabierze go do domu. Nic dziś nie upolował ale rad był z tego co uczynił.

Rodzice z powątpiewaniem odnosili się do jego opieki nad orlątkiem lecz Janko codziennie wybiegał do lasu upolować zwierzynę dla orła. Ptak szybko zdrowiał, a kiedy odwiązał mu bandaże, rozwinął skrzydła i zakwilił żałośnie. Jego bracia zataczają kręgi po niebie a on nie potrafi się jeszcze oderwać od ziemi. - No cóż - pomyślał Janko – będziemy musieli nauczyć cię latać. Trudna sprawa, ja przecie ptakiem nie jestem. Wychodził codziennie z ptakiem na ręce w las i na niewielkiej polanie ćwiczyli, Janko biegł ile sił w nogach podnosząc ptaka do góry, a on otwierał skrzydła próbując ich mocy. Aż któregoś dnia oderwał się od Jankowej ręki i krótko co prawda lecz poszybował.

W ciągu kilku dni orzeł latał samodzielnie lecz zawsze wracał na wystawioną rękę Janka. Kolejnego dnia Janko poszedł głębiej w las aż do gniazda orłów i tam go wypuścił. Orły obwieściły donośnym krzykiem, że nowy członek rodziny został przyjęty.

Ilekroć Janko wędrował po puszczy widział i słyszał nad sobą krzyk „swojego” orła. Przez okres choroby zaprzyjaźnili się. Teraz on prowadził już swe podniebne życie a gdy wypatrzył Janka pośród gęstwiny lasu pozdrawiał go mocnym głosem i triumfalnie przelatywał nad nim, jakby chciał pokazać jaki piękny ptak z niego wyrósł.

Janko wyrósł na dzielnego woja. Pamiętał o nim mimo iż nigdy się już nie spotkali. Został księciem rodu a na tarczy wojownika wymalować kazał „swego” orła z otwartymi do lotu skrzydłami. Przypominał mu lata spędzone w puszczy, prowadził do zwycięstwa w boju i był świadectwem odwagi i potęgi rodu Piastów, który obrał go za swe godło.

Włodzimierz Liszka - Oświęcim, 2005 r.