"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 35    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Cudze chwalicie ... czyli Legenda o św. Jacku

10.01.2008

 

 

Przy bulwarach na prawym brzegu Soły, niemalże w środku między mostami Piastowskim i Jagiellońskim, wznosi się okazała ceglana świątynia, której budowę rozpoczęli z początkiem XIV w. pierwsi książęta oświęcimscy, fundatorzy i opiekunowie klasztoru i kościoła ojców dominikanów. Różne były dzieje tej budowli, o której losach często decydowało przeznaczenie.

Nie ustały jeszcze echa walk spod Nysy, gdzie Piastowie Śląscy w roku 1428 przeciwstawili się husytom, a już liczne czeskie zastępy ruszyły na Śląsk krzewić zasady nowej wiary. Zajęli liczne miasta i zamki solidnie zbudowane i niedostępne. Ze szczególną zawziętością palili i burzyli klasztory, zabijali mnichów, pozostawiając za sobą zgliszcza i pożogę. Wdarli się na ziemię oświęcimską i doszli do ujścia Soły, pod bramy Oświęcimia. Miasto stało się niedostępne dla najeźdźców, więc cały impet swój rzucali na klasztor i kościół poza murami stojący. Mocna, gotycka budowla dała schronienie okolicznej ludności i zakonnikom. Wszyscy modlili się do cudami wsławionego brata zakonnego Jacka Odrowąża mniemając, że tak jak ocalił siebie i towarzyszy swoich cudownie na płaszczu przez rzekę ich przeprowadzając, tak też ocalił zgromadzonych w kościele. Nie opuścił ich więc i wtedy, gdy wrogowie spaliwszy okolicę przystąpili do burzenia świątyni. Na nic zdały się innowiercom drabiny, bo kto tylko wszedł na dach by go zapalić, spadał z niego niby gromem rażony. Tak trwało przez dzień cały i noc. Spłonęły dachy na celach klasztornych, a świątynia stała nadal. O świcie nad klasztorem ukazała się postać odziana w habit dominikański. Popłoch i panika zapanowała w szeregach atakujących, a nadzieja wśród obrońców kościoła. Rankiem ci, którzy zdobyli Częstochowę i bluźnierczą rękę podnieśli na cudowny obraz Czarnej Madonny, wycofali się pokonani.

Gdy w 1594 roku kanonizowano ojca Jacka Odrowąża, oświęcimscy dominikanie oddali swój kapitularz, przekształcając go na kaplicę pod wezwaniem świętego. Czas nie oszczędził klasztoru i kościoła św. Krzyża, jak również kaplicy poświęconej temu patronowi. Dekretem kasacyjnym cesarza austriackiego z roku 1782 rozwiązano zakon, a dobra podominikańskie sprzedano.

Powtórnego poświęcenia podniesionej z ruin kaplicy dokonano 19 sierpnia 1894 roku w dzień św. Jacka. Dało to początek wielkiemu odpustowi w Oświęcimiu. Od ponad stu lat dzień ten jest uroczyście obchodzony.

Do dziś, w pierwszą niedzielę po Wniebowzięciu N.M.P. mieszkańcy Oświęcimia i okolic przybywają całymi rodzinami na rynek. Bawiąc się i weseląc nie wiedzą, że tradycję tego dnia zawdzięczają św. Jackowi i cudownemu ocaleniu kościoła dominikańskiego.

Legendę opracował przewodnik terenowy i beskidzki

Leszek Żak

Oświęcim, 22.02.1999 r.


Bibliografia:

  • J. N. Gątkowski - “Rys dziejów Księstwa Oświęcimskiego i Zatorskiego” Lwów 1867


Na zdjęciu: kaplica św. Jacka na początku XX wieku (ze zbiorów Mirosława Ganobisa)