"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 36    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Cudze chwalicie ... czyli Legenda o Zatorze i nawałnicy tatarskiej

19.01.2008

 

 

W bogatej historii Księstwa Oświęcimskiego znaleźć można liczne przykłady świadczące o roztropności i przytomności mieszkańców, którzy niejednokrotnie ratowali swoje grody oraz domostwa przed kataklizmem i zniszczeniem.

Latem 1240 r Mongołowie, plemiona koczownicze przybyłe z dalekiej Azji pod wodzą Batu-chana, zajęli Ruś oraz część Węgier, a później ruszyli ku wschodnim rubieżom Królestwa Polskiego. W owym czasie państwo polskie zmagało się z kłopotami wewnętrznymi wywołanymi przez zwalczające się księstwa dzielnicowe. Waśnie te były przyczyną osamotnienia i osłabienia kraju. Z początkiem następnego roku część Złotej Ordy pod dowództwem Baidara ruszyła na Śląsk, zdobyła i spaliła Kraków, Sandomierz jak również znaczniejsze miasta i grody. Do wszystkich zakątków kraju docierały wieści o barbarzyństwie i okrucieństwie najeźdźców. Strwożona ludność opuszczała swoje siedziby, kryjąc się w lasach i miejscach niedostępnych. Niewielu rycerzy pozostało do obrony grodów. Dlatego też, gdy pierwsze wrogie podjazdy dotarły do przeprawy przez Wisłę w rejonie Zatora, nie napotkały oporu. Przeszły traktem po śladach za cofającym się wojskiem książęcym do Oświęcimia.

Jak to się mogło stać, że Mongołowie-Tatarzy ominęli Zator nie próbując go zdobywać? Otóż wieczorem, gdy zauważono zbliżające się wojska nieprzyjacielskie, rycerze pozostający do obrony grodu długo rozważali wszelkie sposoby odparcia wroga i ocalenia warowni przed zagładą. Stoczenie bezpośredniej bitwy z Tatarami z uwagi na zbyt słabą liczebnie załogę było bezcelowe, a i pomoc kasztelana oświęcimskiego wydawała się wątpliwa. Pozostawieni i opuszczeni przez wszystkich przystali w końcu na plan przechytrzenia przeciwnika. Nocą część obrońców wyjechała konno i podążyła szlakiem w kierunku zachodnim. Przybywszy do rozwidlenia dróg, gdzie pełno było innych śladów, przekuli koniom kopyta zakładając podkowy odwrotnie. Wracając tedy do warowni zostawiali ślady ułożone w sposób wskazujący jazdę w kierunku przeciwnym, czyniąc wrażenie, że cała jazda opuściła ten teren i uciekła przed najeźdźcą.

W ciszy i spokoju przeczekali tatarską nawałnicę, a gdy zagrożenie minęło otworzyli bramy dla uchodźców. Powracający opowiadali o strasznym losie, jaki spotkał wsie i grody kasztelani oświęcimskiej, o tym, że Tatarzy wdarłszy się do Oświęcimia złupili go i spalili, a ludność wymordowali. Dzięki przebiegłości obrońców ocalał i gród nad Skawą położony, i ludzie, którzy uniknęli niewoli jasyrem zwanej.

Pamięć o tym wydarzeniu przetrwała wieki. Historia ta przekazywana z pokolenia na pokolenie zawsze była powodem do dumy. A i dzisiaj jeszcze niektórzy mieszkańcy Zatora z nią łączą nazwę swojego miasta:

Tatarzy podążając ZA TOREM, za śladami kopyt końskich, zostawionymi przez obrońców, obeszli gród nie niszcząc go.

Legendę opracował przewodnik terenowy i beskidzki

Leszek Żak