"Kto żyje bez dyscypliny, ten umiera bez echa" (węgierskie)
Gości on-line: 39    
 
  21 października 2017 - wschód: 7:14, zachód: 17:41
  Imieniny obchodzą: Urszula, Celina, Hilary
pokaż wszystkie

Cudze chwalicie ... czyli Aktor z ''Konara'' - Włodzimierz Jasiński

20.01.2008

 

 

Wywiad z Włodzimierzem Jasińskim - aktorem krakowskich teatrów: Teatru Groteska oraz Teatru STU.

Tomasz Kobylański: Jest Pan absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu. Jak teraz, wiele lat po opuszczeniu szkolnych murów wspomina Pan lata spędzone w popularnym „Konarze”?

Włodzimierz Jasiński: Jak wspominam? To czas przyjaźni, koleżeństwa i wielkich zmian. Z chłopca grającego w piłkę zmieniłem się w ucznia. Nauka nie tylko zaczęła zaspokajać moją ciekawość świata, ale także budziła tę ciekawość.

Nie było łatwo. Szło dość mozolnie, ale szło – choć chwalić chyba nie ma się czym. Recytowałem wiersze, zacząłem trochę pisać. W piłkę oczywiście grałem dalej.

Pani prof. Janina Znamirowska – nasza wspaniała polonistka, doceniła moje szczere chęci, a na umiejętności umiała cierpliwie czekać. Atmosfera w klasie – bardzo, bardzo przyjazna, dzięki niezwykłej życzliwości i oddaniu wychowawcy, prof. Józefa Cyganika. Wszystko to związało nas wszystkich, bo nie tylko mnie z „Konarem” (jak to Wy nasze Liceum teraz nazywacie). Lekcje wychowawcze często poświęcaliśmy na słuchanie muzyki Szymanowskiego, Mozarta, Beethovena, często wyjeżdżaliśmy do Krakowa oglądać sztuki teatralne czy też do Katowic – do Opery Bytomskiej. Sztuka była blisko nas dzięki prof. Znamirowskiej oraz prof. Cyganikowi.

Grał Pan w szkolnym teatrze u prof. Janiny Znamirowskiej. Dużym osiągnięciem okazała się wystawiona w 1963 r. adaptacja powieści Kornela Makuszyńskiego „Szatan z siódmej klasy”. Czy to ten spektakl obudził Pańskie aktorskie ambicje, czy też może wcześniej marzył Pan o zostaniu zawodowym aktorem?

O aktorstwie myślałem już wcześniej. Prof. Znamirowska przygotowywała nas do konkursu recytatorskiego. Zdobywaliśmy wyróżnienia, nagrody. Ponadto trochę śpiewałem. Corocznie w klasie robiliśmy program rozrywkowo-kabaretowy i pokazywaliśmy go w auli kolegom i profesorom, czasem rodzicom.

Tak, tak – pierwszą moją kreacją aktorską była rola w „Szatanie”. Dzisiaj myślę, że była to jakaś intuicja, świadomość pojawiła się później, o wiele później. Coś się we mnie obudziło, na którejś tam kolejnej próbie, samo się stało. Dziwne! Dzięki pani Profesor! Tak, dzięki niej, ale przecież wcześniej też mi to mówiła, a tu dopiero teraz. Nie tylko umysł, ale serce i ciało zrozumiało. Inaczej zacząłem się poruszać, oddychać. Kiedy ma się te 17 lat, nie obserwuje siebie aż do tego stopnia.

Zaczynał Pan swą aktorską przygodę w szkolnym teatrze. LO im. St. Konarskiego wciąż prowadzi zajęcia z młodymi aktorami. Jak zapewne Pan wie, przy oświęcimskim „Konarskim” istnieje teatr „Na Stronie” prowadzony przez państwa Jadwigę i Janusza Toczków. Czy jako zawodowy aktor może Pan udzielić jakichś rad młodym aktorom – być może przyszłym adeptom sztuki aktorskiej? Kto wie - może nadarzy się niegdyś okazja, by mógł Pan osobiście poinstruować podopiecznych państwa Toczków w aktorskim fachu?

Teatr „Na Stronie” państwa Toczków widziałem i podziwiałem niejednokrotnie. Myślę, że teatr ten na razie wspaniale radzi sobie sam, jednak radą zawsze można się podzielić z młodszymi kolegami, aktorami...

Jest Pan jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Teatru STU. Na przestrzeni lat przez teatr przewinęło się wielu wybitnych twórców, jednak Pan, sam w sobie jest chyba istnym fenomenem. Gra Pan w Teatrze STU nieprzerwanie od niemal 40 lat.

Po maturze rok pracowałem jako nauczyciel w szkole podstawowej. Następnie studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię rosyjską. W trakcie studiów pisałem i śpiewałem piosenki, wstąpiłem do Teatru STU. Tam uczyłem się aktorstwa. Dyplom zawodowy zdobyłem eksternistycznie. Zanim to nastąpiło zagrałem w najważniejszych spektaklach Teatru STU: „Spadanie”, „Sennik polski”, „Exodus”, „Szalona lokomotywa”, „Pacjenci”, „Ubu Król” i wielu, wielu innych. Tak, w Teatrze STU gram już prawie 40 lat i jak złośliwi, dowcipni, życzliwi lub nieżyczliwi mówią podobno jestem żywą, jeszcze żywa legendą tego teatru.

Gra Pan także w krakowskim teatrze „Groteska”, m.in. w spektaklach kierowanych do dzieci. Czy łatwiej gra się przed młodą publicznością, która nie kryje swych uwag i bez żadnego skrępowania mówi, co jej się nie podoba, czy też przed „dorosłą”, niejednokrotnie bardzo wymagającą widownią?

W „Grotesce” gram dużo dla dzieci. Ponadto reżyseruję, a także piszę dla nich. Czy łatwiej się gra dla młodszej publiczności? Nigdy się nie gra łatwo - łatwe granie jest podejrzane. Grać trzeba zawsze najlepiej, jak tylko się potrafi.

W swojej aktorskiej karierze zaliczył Pan również niewielki epizod filmowy w polsko-amerykańskiej produkcji „I skrzypce przestały grać”. Często pojawiają się głosy, iż aktorstwo filmowe jest dużo łatwiejsze od teatralnego, gdyż „bywa się tam tylko fotografowanym obiektem”. Nie daje się aktorowi szansy stworzenia pełnej, świadomej kreacji.

Aktorstwo filmowe od teatralnego różni się tylko stosowaniem środków wyrazu. Prawda jest jedna. Bywa, oczywiście, że aktor filmowy blado wypada w teatrze, gdzie gest, słowo, ruch wymagają większej wyrazistości. Oko kamery, mikrofon dotykają niemal aktora, widz w teatrze siedzi o wiele dalej. Jednak w filmie również jest sporo kreacji, spójrz np. na filmy w reżyserii Zbigniewa Zapasiewicza.

Zapewne początkiem swej aktorskiej kariery, znał Pan dokładną ilość swych występów przed publicznością. Po jakim czasie stracił Pan rachubę, który to już raz na scenie?

Nigdy nie liczyłem, ile razy wystąpiłem przed publicznością.

Z Pańskich słów wynika, iż teatr jest dla Pana czymś więcej niż zwykłą pracą. W takim razie, czy zamierza Pan w ogóle przejść na aktorską emeryturę?

Na emeryturę zamierzam przejść, a będę grał do czasu, gdy moje granie uzasadnione będzie artystycznie, a nie współczuciem widza, że „taki stary, a jeszcze gra”.

Dziękuję za udzielenie wywiadu. Życzę Panu wszystkiego dobrego zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

Rozmawiał: Tomasz Kobylański. Tekst pochodzi z gazety współredagowanej przez uczniów LO im. Konarskiego (kwiecień 2007).

Ilustracje pochodzą ze spektakli: "Hamlet" (2004) - Teatr STU, "Zemsta" (2004) - Teatr STU, "Ubu Król" (1986) - Teatr STU, "Balladyna" (2005) - Teatr Groteska, "Zemsta" (2004) - Teatr STU.